InterAffairs

So08082020

Last update09:48:30 AM

RUS ENG FR DE PL ESP PT ZH AR

Font Size

SCREEN

Profile

Layout

Menu Style

Cpanel
czwartek, 23 listopad 2017 21:45

Syryjskie uregulowanie: drogę pokona idący

Written by  Andriej Isajew, dziennikarz ds. międzynarodowych
Rate this item
(0 votes)

 

W celu omówienia z rosyjskim prezydentem kwestii syryjskiego uregulowania po zwycięstwie nad terrorystami do Soczi przyjechali liderzy Turcji i Iranu. Po raz pierwszy od liczących 500 lat stosunków dyplomatycznych Rosji z tymi krajami. To znaczy, że było to tego warte.

Władimir Putin, Recep Tayyip Erdogan i Hasan Rouhani, podkreślając znaczne sukcesy w walce z terroryzmem (według Władimira Putina udało się zapobiec rozpadowi kraju), potwierdzili gotowość do wzmacniania dalszej współpracy. A podsumowując negocjacje, prezydent Rosji zaznaczył: „teraz należy poświęcić szczególną uwagę procesowi uregulowania politycznego”. MSZ Syrii przyjęło z uznaniem oświadczeni e końcowe trzech liderów.

We wspólnym oświadczeniu podsumowującym strony podkreśliły, że „format z Astany i jego osiągnięcia stały się efektywnym instrumentem walki o pokój i stabilizację w Syrii”.  Bo to właśnie w Astanie za stołem negocjacyjnym spotykają się siły bezpośrednio zaangażowane w kryzys syryjski, podczas gdy w Genewie negocjują przeważnie ci, którzy wspierani są przez kraje zachodnie. Już sam fakt nieobecności w tym miejscu Turcji i Iranu mówi sam za siebie.

Tuż przed negocjacjami prezydent Rosji gościł w rezydencji w Soczi prezydenta Baszara Asada, odbył rozmowy telefoniczne z liderami USA, Izraela, Egiptu, Kataru i Arabii Saudyjskiej – żeby zapobiec ewentualnym zarzutom o odizolowany, zakulisowy charakter zebrania w Soczi.

Wiadomo, że walka ze wspólnym wrogiem zbliża sojusze i koalicje. Ale im bliżej zwycięstwa, tym jaskrawiej dają o sobie znać rozbieżności zakorzenione w narodowych interesach sojuszników. Z czym strony przystąpiły do negocjacji?

Rosja, która odegrała zasadniczą rolę w pokonaniu organizacji terrorystycznych (co przyznaje sam prezydent Syrii) wzywa do zbalansowania w Syrii sił i interesów wszystkich graczy (w tym również zewnętrznych) – po wieloletniej wojnie innej drogi do normalizacji sytuacji w kraju po prostu nie ma. I teraz Moskwę interesuje polityczny kompromis pomiędzy przeróżnymi syryjskimi uczestnikami, co, oprócz osiągnięcia głównego celu – pokoju pomiędzy siłami w kraju – jeszcze bardziej wzmocni jej autorytet jako międzynarodowego pośrednika, działającego bezstronnie i efektywnie.

W Teheranie sytuacja widziana jest nieco inaczej. Poprzez pryzmat irańskiej piramidy polityki zagranicznej sukcesy na polu bitwy wyglądają, przede wszystkim, jak zwycięstwo nad sunnickim terroryzmem (zarówno PI, jak i Dżabhat An-Nusra rekrutują neofitów właśnie tego wyznania), i poszukiwanie teraz kompromisu jest niekonieczne. Nieprzypadkowo całkiem niedawno premier Turcji Binali Yıldırım skrytykował Iran za dążenie do ustanowienia w regionie „hegemonii jednego z nurtów islamu”.

Kontynuując, Teheranowi nie podoba się dążenie Rosji do uwzględnienia interesów Izraela, który nie waha się ostrzeliwać irańskich i proirańskich wojsk, kiedy te podejdą zbyt blisko Wzgórz Golan. Póki co Iran to znosi i nie reaguje. Ale na jak długo wystarczy tej cierpliwości – nie wiadomo.

Ankara w czasie trwania wojny zdołała w wielu kwestiach się „przestawić”, co umożliwiło jej pretendowanie do jednej z głównych ról w polityce regionalnej. „Nie tylko Rosja i Iran, ale nawet USA, Francja i nawet Arabia Saudyjska zajmują bardziej elastyczną pozycję odnośnie Asada – przyznał szef MSZ Turcji Mevlüt Çavuşoğlu. – Powinniśmy być realistami”. Chociaż według słów sekretarza prasowego prezydenta Turcji Ibrahima Kalyna „Baszar Asad nie jest człowiekiem, który mógłby stać na czele demokratycznego państwa”.

Rezygnacja z bezkompromisowej pozycji pokryła się w czasie ze wzrostem napięcia w stosunkach Turcji z zachodnimi sojusznikami. Recep Tayyip Erdogan dziś bezpośrednio obwinia USA o to, że te „wykorzystują jednych terrorystów przeciwko drugim. To nie są sojusznicze stosunki”. Nietrudno się domyślić, że lider Turcji ma na myśli ochranianą przez Waszyngton Partię Pracujących Kurdystanu i PI.

Priorytetem Ankary w Syrii z czasem stało się nie pozbawienie władzy Asada, a osłabienie pozycji Kurdów. Jakikolwiek stopień i forma kurdyjskiej państwowości w tym kraju rozpatrywane są jako zagrożenie dla jedności terytorialnej samej Turcji. Tak więc zainstalowane w strefie przygranicznej tureckie wojska nie mają zamiaru w najbliższej perspektywie opuszczać swoich pozycji. Co więcej, władze Turcji otwarcie mówią o przygotowaniach do operacji wojskowej w kurdyjskiej enklawie Afrin. Pretekst – zaniepokojenie „sytuacją demograficzną” w tym rejonie. Najwidoczniej chodzi o sytuację etniczną, czyli, jak uważają w Turcji, wypędzanie z Afrinu przez kurdyjskie władze ludności turkmeńskiej, w wielu kwestiach sympatyzującej z Ankarą.

Za najważniejszy rezultat spotkania w Soczi należy uważać porozumienie o przeprowadzeniu kongresu narodów Syrii. Przypomnijmy, że pomysł został zaproponowany przez Władimira Putina („o losach Syrii powinni decydować Syryjczycy, zarówno zwolennicy aktualnej władzy, jak i opozycja”) i poparty przez liderów Iranu i Turcji.

Główny problem polega na tym, że póki co nie ma jasności co do tego, kogo zapraszać na kongres. Prezydenci trzech krajów we wspólnym oświadczeniu zgodzili się co do tego, że skład kongresu będzie jeszcze dodatkowo uzgadniany. Wszyscy są świadomi, że bez przedstawicielstwa Kurdów kongres będzie fikcją, ale Turcja zajmuje w tej kwestii specyficzną pozycję. Otóż występuje nie przeciwko syryjskim Kurdom w ogóle (przecież Ankara naprawiła stosunki biznesowe z Irackim Kurdystanem), a przeciwko Demokratycznej Partii Kurdystanu powiązanej z Partią Pracujących Kurdystanu, którą w Turcji uznają za organizację terrorystyczną. Ale problem w tym, że akurat Partia Demokratyczna gra pierwsze skrzypce w politycznej i wojennej sferze w kurdyjskich dzielnicach Syrii. Tak więc dogadywanie się z innymi, „umiarkowanymi” z punktu widzenia Ankary Kurdami nie ma większego sensu. Nieprzejednaną pozycję Turcji w tej kwestii Erdogan potwierdził jeszcze raz po zakończeniu rozmów w Soczi: „Wykluczenie terrorystów, pokuszających się na bezpieczeństwo narodowe naszego kraju, na polityczną harmonię i terytorialną integralność Syrii, pozostanie naszym priorytetem. Jeśli już jesteśmy za terytorialną i polityczną jednością w Syrii, nie możemy rozpatrywać jako legalnego partnera morderczej bandy, która próbuje doprowadzić do rozbicia kraju”. (Cytat: gazeteduvar.com.tr) Erdogan teraz nie może porzucić tego stanowiska – stawką jest jego przyszłość polityczna.

Wraz z przybliżaniem się zwycięstwa nad PI na pierwszy plan wkracza problem kurdyjski, który pozostanie i przeszkodą, i przedmiotem przetargu pomiędzy głównymi graczami w Syrii. Syryjscy Kurdowie, którzy odegrali ogromnie ważną rolę w zwycięstwie nad PI, wspierani przez USA (według danych tureckiego wywiadu dostali od Amerykanów około 3,5 tysiąca ciężarówek z bronią i amunicją), już objęli kontrolę nad 1/3 terytorium kraju, pomimo że sami stanowią nie więcej niż 12-15% ludności tych terenów. A Amerykanie utworzyli w Syryjskim Kurdystanie już z 10 baz wojskowych i, tak jak Turcy, wcale nie zamierzają opuszczać Syrii.

Tak więc do ostatecznej normalizacji sytuacji w kraju jeszcze daleko. Dlatego też prezydenci Rosji, Turcji i Iranu poinformowali o swojej gotowości do kolejnych spotkań.

 

Nikt nie oczekuje tego, że droga do osiągnięcia pokoju będzie lekką. Podsumowując rezultaty pokojowej fazy rozwiązywania kryzysu, Władimir Putin zaznaczył: „Ten proces będzie trudny i nie obejdzie się bez kompromisów, w tym od oficjalnych władz”.

 

Read 845 times