InterAffairs

Pn08102020

Last update09:48:30 AM

RUS ENG FR DE PL ESP PT ZH AR

Font Size

SCREEN

Profile

Layout

Menu Style

Cpanel

 

Sytuacja zewnątrzpolityczna i wewnątrzpolityczna presja zmuszają prezydenta Petra Poroszenkę do szukania formuły zachowania władzy. Formuła jest bardzo trudna do znalezienia w kraju, który przeżywa regularne przewroty od 2005 roku, kraju, który żyje pod protektoratem interesów Zachodu, który, zachowując znaczną część starej elity politycznej, pozwolił na pojawienie się nowej „elity” – skorumpowanej politycznym brakiem zasad moralnych, osłaniającej albo ideałami rewolucji (dziennikarze, którzy weszli do polityki), albo „prawdą okopową” ATO i prawem na niej opartym (walczący ochotnicy, „dowódcy batalionu i innych żołnierzy ATO).

Problem ukraińskiej klasy politycznej polega na tym, że dokonując przewrotów politycznych lub przywrócenia dawnego reżimu, nie wyciągają wniosków ani z historii, ani z historii przewrotów światowych. I „pomarańczowa rewolucja” (2005 r.), i tzw. „rewolucja godności” (2014 r.) w swej istocie nie były rewolucjami. Był to przewroty polityczne, ponieważ za problemami ideologii i masowymi protestami stały interesy części elity politycznej i zagranicznych sił politycznych. Ukraińska elita, której część się wybiła, a druga część straciła pozycję i środki, zachowała podstawowe schematy korupcyjne, które w dużej mierze dyktują pewną logikę procesu politycznego. Dzięki historii „pomarańczowej rewolucji” i „rewolucji godności” polityczny światopogląd elit pokrył się grubą warstwą narodowego patriotyzmu i nowej „ideologii państwowej” kraju, dążącego do Europy i NATO.

Obecny prezydent Ukrainy Petro Poroszenko to zgodnie ze swoim pochodzeniem – przedstawiciel starej elity politycznej, który w ciągu dwóch dziesięcioleci wchłonął zasady starej szkoły ukraińskiej polityki:

- bez korupcyjnych schematów nie ma środków ani w polityce, ani w biznesie;

- bez politycznej retoryki nie da się zatuszować tych schematów.

Przewroty w 2005 i 2014 roku, gwałtownie przyspieszyły czas polityczny i historyczny na Ukrainie. I dla najnowszych przedstawicieli elity politycznej Ukrainy, nie mających żadnych środków, z wyjątkiem tych, które dała im w postaci stanowisk i pomocy finansowej stara elita, a także nowego narzędzia - mitingów, to bardzo wrażliwy czynnik. Czują, że tracą i te zasoby. Ta część elit potrzebuje ich natychmiastowej konwersji w zasoby władcze i finansowe.

Jedynym wyjściem dla nowej frakcji elity jest ciągłe zagrażenie władzy i części elity, do której należą zasoby, „fabryki i promy” i kontrolującej podstawowe instytucje władzy. Cele zagrożenia – zachowanie swoich politycznych pozycji za pomocą szantażu elity władzy w celu uzyskania od niej zasobów - władzy i finansów.

Tak właśnie narodził się „majdan 3.0”. (interaffairs.ru) Powstał na skutek procesu separacji warstw elity, gdy nowa elita nagle poczuła, że znów ją pokonano, że ekonomiczne schematy działają bez nich. Ale bez nich pracują nie tylko schematy, jak się okazało, bez nich może pracować i sama władza. Swoimi ostatnimi działaniami władza potwierdziła, że nie zamierza iść na ten stopień radykalizacji i demokratyzacji, która zagraża obecnemu systemowi.

Wskaźnikiem tego procesu stały się próby zerwania stosunków z Rosją i przyjęcia ustawy o zmianie zasad mianowania szefów administracji i ich zastępców. Historie te rozwijają się w kontekście „majdanu 3.0”. Zirytowana protestująca część elity już poinformowała o eskalacji kontrrewolucji i obraniu kursu na impeachment prezydenta Poroszenki, „narodowego impeachmentu”, ponieważ rozumie, że demonstranci nie posiadają środków, aby wpłynąć na instytucje władzy dla przeprowadzenia procedury impeachmentu.

O czym też mówią protestujący za pośrednictwem byłego odeskiego gubernatora Micheila Saakaszwilego, którego wybrali za swój symbol: „...deputowany Rady z partii «Swoboda» Jurij Lewczenko, przemawiając na wiecu, wezwał do «obalenia obecnej władzy». «Jeszcze cztery lata temu nikt nie myślał, że będziemy się gromadzić, aby przepędzić tę władzę” — powiedział. «Mamy zamiar przeprowadzić w kraju zamachu stanu, ale nie państwowy, a w świadomości ludzi» — powiedział Saakaszwili. (...) Wcześniej Saakaszwili poinformował o zamiarze rozpoczęcia «narodowego impeachmentu prezydenta Poroszenki w przypadku, jeśli ukraińskie władze «będą nadal ignorować» wymagania protestujących. «Jeśli oni nadal będą ignorować nasze wymagania... to 3 grudnia proponuję rozpocząć proces narodowego impeachmentu. Niech naród to zrobi»” — powiedział. (russian.rt.com)

„Niech naród to zrobi” - oświadcza Saakaszwili i jego zwolennicy z „majdanu 3.0”. Ale jest to słaba pozycja. Do nowego zamachu stanu, do zachwiania parlamentem, organami władzy i sytuacją w poszczególnych regionach kraju, do finansowania „akcji narodowych” potrzebne jest wsparcie znaczącej części elity. Parlament reprezentowany przez większość popiera teraz prezydenta, akcje protestu już dawno opuściła partia Julii Tymoszenko („Batkiwszczyna”) i „Samopomoc” - organizacje polityczne, zintegrowane ze strukturą władzy i posiadające zasoby finansowe. A to mówi o zmęczeniu graczy, posiadających zasoby, majdanami, ich wyraźnej niepewności i niechęci, przynajmniej w tej chwili, uczestniczenia w potencjalnym zamachu stanu i jego finansowaniu.

Dlatego, póki co Poroszenko wygrywa. Podczas gdy Saakaszwili protestuje pod budynkiem Rady Najwyższej, a szereg polityków i sił politycznych walczą o zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją, prezydent Ukrainy uparcie nie zauważa Saakaszwilego i blokuje na etapie projektu ustawy antyrosyjskie inicjatywy. 8 listopada prezydent Poroszenko na posiedzeniu frakcji „Blok Petra Poroszenki” wystąpił przeciwko zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Rosją. (lb.ua)

Co jest powodem takiej pozycji Poroszenki, odmiennej od głównego nurtu ukraińskiej polityki? Wydawałoby się – to wspaniały temat do odciągnięcia uwagi mediów i społeczeństwa od problemów polityki wewnętrznej i gospodarki. Na zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją Poroszenko pójść nie chce, ponieważ czas na ich zerwanie (w jego interesie) dawno minął, a przyjęcie takiego rozwiązania teraz oznaczałoby poważne pogorszenie pozycji negocjacyjnej Ukrainy wobec Donbasu, nowe problemy dla ukraińskich obywateli, pracujących w Rosji, a dla samego Poroszenki – pogorszenie pozycji jego polityki zagranicznej. A wszystko to na tle zbliżających się wyborów prezydenckich.

Jednocześnie zmieniono system mianowania gubernatorów. (rian.com.ua)

Dlaczego Rada poparła nowy schemat mianowania gubernatorów? Bo te dodatkowe filtry (komisje konkursowe, plebiscyty, itp.) utrudniają porozumienia między grupami finansowo-politycznymi, które od zawsze dzielą między sobą regiony, prowadzą przetargi na gubernatorów. A grupy finansowo-polityczne stoją za każdą z frakcji parlamentarnych. W tym samym czasie Poroszenko umacnia swoją władzę, swoje pozycje przed wyborami prezydenckimi.

Prezydentowi Poroszence i osobom, które zajęły niezachwiane pozycje politycznych przywódców ukraińskich partii, narzędzia w postaci protestów politycznych nie są teraz potrzebne. Wchodzą w okres porozumień wyborczych i sojuszy, prezydentowi opłaca się negocjowanie z silnymi graczami i można nie zwracać uwagi na te postacie i zdarzenia, które nie niosą poważnego zagrożenia.

 

Ukraińska władza na przykładzie tej sytuacji pokazuje twardą zależność od interesów klasy rządzącej. Wygląda na to, że Poroszenko zdecydował się wykorzystać pozostały czas dla politycznych manewrów nie patrząc na zewnętrzne siły i zagranicznych partnerów. Dlatego wzmacnia swoje władcze zasoby, nie zwracając uwagi na zarzuty „skradania się kontrrewolucji” i blokuje niepotrzebne mu inicjatywy. I do tego schematu walki o władzę „majdan 3.0” w żaden sposób nie pasuje. 

 

 

Pomimo stanowiska tureckiej konstytucji, że „każdy, kto jest połączony z państwem tureckim więzami obywatelstwa, jest Turkiem”, w kraju są dziesiątki mniejszości etnicznych i wyznaniowych, których członkowie są świadomi swojej inności w stosunku do turecko-sunnickiej większości ludności. Najbardziej liczną „mniejszością” są Kurdowie - do 20 mln osób.

Zasada państwowości narodu, która stała się kamieniem węgielnym Republiki Tureckiej, doprowadziła do wieloletniej negacji samego faktu istnienia kurdyjskiej grupy etnicznej, a w konsekwencji - do dominacji siłowych metod w kurdyjskim ruchu krajowym. W latach 1970-1980 ubiegłego wieku tureckim stróżom prawa sprzeciwiali się Tekoşin, KUK, KUK-SE, Rızgari i inne radykalne organizacje głównie o naturze lewicowej. W 1984 r. nalotami na posterunki policji w południowo-wschodniej części kraju, poinformowała o sobie „marksistowsko-leninowska" Partia Pracy Kurdystanu, która wkrótce stała się centrum przyciągania kurdyjskich radykalistów.

Nieco później powstała legalna kurdyjska opozycja. Należy powiedzieć, że po dziś dzień w istniejących realiach deklaracja ochrony interesów tej czy innej grupy etnicznej w Turcji jest prawnie niemożliwa. Jedność terytorialna i narodowa kraju pozostaje „słabym punktem” nie tylko oficjalnej ideologii, ale i masowej świadomości obywateli z czasów Traktatu Pokojowego w Sèvres (1920 r.), który położył kres istnieniu Imperium Osmańskiego. Tak więc legalne kurdyjskie partie pozycjonują się jako ogólnotureckie i wysuwają przede wszystkim, ogólnodemokratyczne żądania.

W 1989 r. powstała Ludowa Partia Pracy, zgodnie z programem to „partia robotników, bezrobotnych, rolników, urzędników, nauczycieli, demokratycznej, socjalno-demokratycznej i socjalistycznej inteligencji, rzemieślników, kupców, mas ludzkich, doświadczających przemocy i eksploatacji z strony wszystkich tych, którzy wspierają demokrację”. Partia wzywała do politycznego kompromisu w celu trwałego zaprzestania rozlewu krwi na wschodzie Turcji i deklarowała, że „rozwiązanie kurdyjskiego problemu za pomocą demokratycznych i pokojowych metod jest głównym narzędziem zapewnienia trwałej demokracji w kraju”. Drugie wydanie programu partyjnego zawierało bardziej ostre sformułowanie: „Wobec kurdyjskiego problemu Ludowa Partia Pracy do końca podtrzymuje zasadę prawa narodów do samookreślenia”. Za co została rozwiązana w 1993 r. z adnotacją „za wspieranie separatyzmu”.

Założona w tym samym roku Partia Demokracji proponowała rozwiązanie kurdyjskiego problemu „spokojnie i w sposób demokratyczny”. Dlatego jej działacze udali się na spotkanie z liderem Partii Pracujących Kurdystanu (PKK) Abdullahem Öcalanem. Rozwiązanie partii, ogłoszonej „politycznym skrzydłem PKK", nie kazało na siebie długo czekać.

Dwa miesiące później powstała Partia Demokracji Ludowej, deklarująca te same cele i wysuwająca te same żądania, co jej poprzedniczki. Udział jej członków w protestach przeciwko aresztowaniu A. Öcalana sprawił, że rozwiązanie partii było nieuniknione. Doszło do niego w marcu 2003 r.

Już wcześniej, w 1997 r., jako „rezerwowa” została zarejestrowana Demokratyczna Partia Ludowa. Wkrótce spotkał ją los poprzedniczek.

Przełom XX i XXI wieku przeszedł w Turcji pod znakiem wejścia do Unii Europejskiej. Do porządku obrad rządu został włączony i wymagał natychmiastowego rozwiązania kurdyjski problem. W rezultacie został odwołany tryb sytuacji nadzwyczajnej w kurdyjskich rejonach, zagwarantowana ochrona przed torturami podczas przesłuchań, złagodzono ograniczenia wolności słowa i zgromadzeń. Kurdowie otrzymali możliwość legalnego używania języka ojczystego w życiu codziennym. Wielu miejscowościom przywrócono stare, kurdyjskie, nazwy, pojawiły się media, nadające w języku kurdyjskim. Jeśliby te reformy zostały zrealizowane na początku 1980 r., konflikty etniczne nie przybrałyby takiej ostrej formy jak teraz. Niestety jak na początek 2000 r. to było już za mało.

Partia Społeczeństwa Demokratycznego, którą stworzyli w 2005 r. po wyjściu z więzienia byli kurdyjscy parlamentarzyści, oświadczyła o konieczności wzmocnienia roli władz lokalnych w życiu politycznym kraju (tzw. „zasada demokratycznej autonomii”). W wyborach parlamentarnych w 2007 r. partia formalnie nie uczestniczyła, ale wysunęła kandydatów „niezależnych”, co pozwoliło jej obejść wymóg przekroczenia bariery 10% i wprowadzić do parlamentu 20 posłów, którzy natychmiast „wrócili” do partii i utworzyli frakcję parlamentarną. Wysunięte przez partię żądanie uwolnienia A. Öcalana wywołało oskarżenia o „powiązania z terrorystami” i rozwiązanie partii w 2009 r.

Szefowie lokalnych administracji i parlamentarzyści z Partii Społeczeństwa Demokratycznego przeszli do utworzonej rok wcześniej „Partii Pokoju i Demokracji”, w 2014 r. przekształconej w partię Demokratyczną Regionów, która w ciągu roku była na ustach całego kraju. Wówczas, w warunkach zbrojnego powstania Kurdów, na wschodzie i południowym wschodzie Turcji, szereg gmin, rządzonych przez członków partii, zerwał wszelkie kontakty z rządem centralnym, w rzeczywistości, ogłaszając niepodległość swoich wiosek i miast.

W 2013 r. powstała Partia Ludowo-Demokratyczna (HDP). Na spotkaniu z szefem rosyjskiego MSZ Siergiejem Ławrowem w Moskwie jej współprzewodniczący Selahattin Demirtaş tak określił swoją organizację: „Nasza partia walczy o ustanowienie w kraju pluralizmu demokratycznego, o budowę wolnego społeczeństwa, w którym mogą współistnieć wszystkie kultury, religie i tożsamości. Całkowicie opowiadamy się za pokojem w kraju i pokojem z naszymi sąsiadami i w regionie”.

Dużym sukcesem HDP był wynik czerwcowych wyborów parlamentarnych w 2015 r. Wtedy po raz pierwszy kurdyjska partia przekroczyła próg 10% (13%, lub 6,2 mln głosów) i otrzymała 80 miejsc w Wielkim Zgromadzeniu Narodowym, nie pozwalając rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju, stworzyć rząd jednopartyjny. Zresztą, nasilenie działań wojennych na wschodzie i południowym wschodzie, a także kampania propagandowa partii rządzącej przeciwko HDP doprowadziły do względnej porażki na ponownych wyborach (1 stycznia 2015 r.) -  z trudem udało się pokonać 10% barierę. Po miesiącu S. Demirtaş w jednym z wystąpień publicznych nazwał walki na wschodzie kraju nie „operacją antyterrorystyczną”, jak nieoficjalnie mówiło się w Turcji, a „ludowym powstaniem". Sformułowanie zniechęciło do partii wielu zwolenników spośród etnicznych Turków i rozwiązało ręce władz. Rozpoczęły się prześladowania i aresztowania kierownictwa, trwające do dziś.

W ten sposób ciągłość, demonstrowana przez kurdyjskie partie, ich program oraz dobór członków, pozwala mówić właściwie o jednej legalnej partii politycznej tureckich Kurdów, która po kolejnym rozwiązaniu powstaje pod nową nazwą.

Przy tym obserwuje się przesunięcie „środka ciężkości” od wymagań ze sfery kulturowej i obywatelskiej w obszar polityki. W tym samym czasie władze, wydaje się, wolą nie zauważać tego, że kurdyjski problem dawno przekształcił się w polityczny i próbują go rozwiązać transformacjami w sferze kultury i praw ogólnodemokratycznych w połączeniu z siłowymi metodami „antyterrorystycznymi”. Prawdopodobnie w tym tkwi główna przyczyna tego, że dialog między władzami i kurdyjskimi politykami nie posuwa się do przodu.

Aktywizacja kurdyjskiego ruchu na przełomie ubiegłego i obecnego stulecia przyczyniła się do wzrostu aktywności społecznej i innych gmin w kraju. Dowództwo Abchaskiego Stowarzyszenia Kulturowego, działacze asyryjscy, Stowarzyszenie Anatolijskich Arabów zwrócili się do rządu z szeregiem ogólnodemokratycznych, a nawet politycznych żądań. Najgłośniej dają o sobie znać działacze alawickiej społeczności religijnej (religijnego nurtu, który wchłonął w siebie wiele elementów wschodniego chrześcijaństwa, zaratusztrianizmu, manicheizmu, czyli religii, rozpowszechnionych na Bliskim Wschodzie i w Azji Mniejszej do zatwierdzenia islamu).

Nie ma wiarygodnych danych na temat liczby zwolenników tych wyznań, szacunki wskazują na 9-12 mln osób. Tak duża liczba osób, uważających, że ogranicza się im prawa obywatelskie, bez wątpienia jest czynnikiem destabilizującym w wielonarodowym i wielowyznaniowym kraju. Do tego problem alawicki w Turcji jest ściśle powiązany z kurdyjskim – przypuszczalnie 20-25% tureckich Kurdów należy do tego wyznania.

Postrzeganie alawitów jako „wrogów wewnętrznych” i ich systematyczne prześladowania zaczęły się jeszcze w XVI wieku, wraz z zaostrzeniem konfliktu sunnickiego Imperium Osmańskiego z Safawidzkim Iranem (alawizm jest bliski szyizmowi). Najbardziej restrykcyjne środki karne w stosunku do ludności cywilnej, które przerodziły się w masowe morderstwa, zostały podjęte po zduszeniu powstania w Dersim (obecnie Tunçeli) w 1937-1938 r. W okresie powojennym niechęć do alawitów ewaluowała w pogromy i przede wszystkim – w krwawe wydarzenia w miastach Kahramanmaraş (1978 r.) i Sivas (1993 r.).

Gwałtowny proces urbanizacji, który rozpoczął się w połowie ubiegłego wieku wciągnął i setki tysięcy alawitów, którzy w poszukiwaniu lepszego życia zaczęli przenosić się do miast. W 1960 i 1970 r. w Turcji nastąpił szybki wzrost lewicowych ruchów politycznych, który przyciągnął w swoje szeregi wielu wyznawców tej religii, co pogłębiło niechęć do nich ze strony znacznej części ludności.

Za początek instytucjonalizacji ruchu alawickiego można uznać powstanie Związku Turystyki i Kultury im. Haji Bektash Veli (1964 r.). Natomiast po zamachu stanu w 1980 r. alawici zaczynają już wysuwać wymagania społeczne. W drugiej połowie 2000 r. władze w końcu zwróciły uwagę na społeczność alawicką. Względna porażka w wyborach 2007 r. zmusiła rządzącą AKP do wykazania zainteresowania potencjałem alawickiego elektoratu, dlatego oficjalnie przyznano istnienie w kraju „alawickiego problemu” i ogłoszono rozpoczęcie procesu jego rozwiązania. W latach 2009-2010 odbyła się nawet kilkudniowa konferencja z udziałem urzędników i kierowników alawickich organizacji pozarządowych. Na podstawie rezultatów spotkań rząd przygotował raport końcowy. Podstawowy wniosek, występujący w dokumencie, sprowadzał się do następującego: ponieważ alawici uważają, że są dyskryminowani i doświadczają odrzucenia ze strony państwa i społeczeństwa, rząd powinien podjąć działania mające na celu wyeliminowanie tego stanu rzeczy.

Trzeba przyznać, że tak naprawdę nic nie zrobiono.

Zainteresowanie będących u władzy alawitami zniknęło wraz z rehabilitacją AKP w wyborach parlamentarnych w 2011 roku. Zresztą, wybrany ponownie w tym samym roku na stanowisko prezydenta Recep Tayyip Erdogan publicznie przeprosił w imieniu państwa za masakrę w Dersim, przypuszczając, że alawici powinni zadowolić się tym krokiem.

Po względnej porażce w wyborach parlamentarnych w czerwcu 2015 r., partia władzy zrehabilitowała się na przedterminowych wyborach i utworzyła jednopartyjny gabinet ministrów. Przedstawiając posłom program swojego rządu, premier Ahmet Davutoğlu powiedział: „Zostaną spełnione podstawowe kulturowe wymagania naszych rodaków-alawitów odnośnie centrów nauki... Przyznajemy, że tradycyjne ośrodki naukowe i domy modlitewne posiadają status prawny”.

Wkrótce główne alawickie organizacje społeczne wystąpiły ze wspólnym oświadczeniem, w którym wyraziły zdziwienie z powodu tego, że rząd nie omawia z nimi swoich kroków i nie odpowiada nawet na zapytania w tej sprawie. W końcowej części oświadczenia zostały sformułowane wymagania społeczności alawickiej do władz: wykluczenie z programu nauczania obowiązkowego przedmiotu „sunnickiego”, zapewnienie domom modlitewnym statusu instytucji religijnych; zwrócenie alawickiej społeczności miejsca kultu; zaprzestanie praktyki segregacji wyznaniowej podczas ubiegania się o pracę, studia, itp.; zakończenie budowy meczetów w alawickich wsiach; zamknięcie Urzędu do spraw religii; zapewnienie prawdziwego obywatelskiego równouprawnienia, niezależnie od wyznania.

Brak rozwiązania alawickiego problemu może wywołać poważny konflikt społeczny w najbliższej przyszłości. Biorąc pod uwagę liczebność społeczeństwa alawickiego, można przypuszczać, że emocje wewnętrzne mogą spowodować bardzo negatywne konsekwencje dla Turcji. Nie należy zapominać, że z ośmiu zabitych podczas masowych zamieszek w Stambule w 2013 r. („ruch «Gezi»") siedmiu było alawitami, a w szeregach lewicowych organizacji ekstremistycznych w Turcji jest wielu przedstawicieli tego wyznania.

Choć raczej alawici będą dążyć do swoich celów w inny sposób: miliony ich głosów są w stanie znacznie zmienić rozkład sił politycznych w kraju. Tradycyjnie wolą ogólnoturecką Republikańską Partię Ludową, ale w ostatnich latach w środowisku alawickim coraz częściej słychać apele o stworzenie własnej, alawickiej partii.

Wymagania alawickiej społeczności póki co nie weszły na poziom polityczny, nadal leżą w sferze kultury i życia społecznego, i w celu złagodzenia napięć w zasadzie wystarczą zmiany o charakterze socjalnym. Ale problem polega na tym, że państwo, jakby nie słyszy swoich przeciwników. Inaczej nie proponowałoby takich „działań pokojowych”, jak umożliwienie wstępu alawitom do meczetów, do których oni nie chodzą, i przemianowanie „starszych” (przywódców religijnych) na urzędników, co nie jest zgodne z tradycyjnym statusem ostatnich.

 

Z początkiem wojny w Syrii i Iraku nadal nierozwiązany problem kurdyjski w dużym stopniu zaczął kreślić politykę zagraniczną Turcji. Do tego niepopularny w Ankarze syryjski reżim opiera się, między innymi na bliskiej alawitom (nusajryckiej) społeczności, co spowodowało zwiększenie „odgórnej” presji na tureckich alawitów i wzrost odrzucenia ze strony sunnickiego otoczenia. Dlatego nie można wykluczyć pojawienia się w Turcji jeszcze jednej społeczno-politycznej „linii rozłamu”. Z trudnymi do przewidzenia konsekwencjami.

 

czwartek, 20 kwiecień 2017 16:25

O problemie praw człowieka w epoce globalizacji

Written by

 

Fenomen praw człowieka jest jednym z „wiecznych” zagadnień ludzkiej egzystencji, a to oznacza, że jest skazany na ciągłe bycie w centrum powszechnego dyskursu.

Do dziś przepisy o ochronie i poszanowaniu praw człowieka stały się integralną częścią prawa międzynarodowego (1). Niemniej jednak, proces transformacji ziemskiej cywilizacji w powiązany ze sobą globalny system na nowo potęguje spory o zdefiniowanie praw człowieka, uniwersalność wyobrażeń o prawach człowieka,  zakresie ich rozpowszechniania i relatywizmie kulturowym. Problemy te już od dawna stanowią jeden z kluczowych tematów do dyskusji na arenie międzynarodowej.

Przedstawiciele wielu państw wschodnich (Chiny, Indonezja, Syria, Pakistan i inne) propagują swoją, odmienną od zachodniej, koncepcję praw człowieka, której istota polega na: a) w interpretacji i stosowaniu praw człowieka należy wziąć pod uwagę specyfikę regionalną; b) prawa społeczne i ekonomiczne są priorytetowe w porównaniu do praw cywilnych i politycznych, a prawa ogółu - ponad indywidualnymi; c) tylko państwo ma wyłączne prawo do określenia statusu jednostki.

Szereg ekspertów, w tym zachodnich, również uważa, że występujące u wschodnich narodów obiektywne różnice w statusie prawnym jednostki, wyrażone poprzez różne wartości są główną przyczyną odrzucenia form i wartości Zachodu. Na Zachodzie stymuluje się subiektywno-organizacyjne intencje jednostki, podczas gdy w kulturach wschodnich jako podmiot działania najczęściej występuje cała grupa (która jest nośnikiem prawdziwych praw, człowiek natomiast posiada prawa, będąc częścią tej grupy). Jeszcze silniejsza zależność człowieka od swojej grupy społecznej występuje u narodów islamskich.

Należy przy tym przyznać, że teza o ludzkości, jako o jedynej społeczności połączonej wspólnymi zasadami jest uniwersalnym przesłaniem dla światowych religii. Jednak status jednostki w różnych religiach świata nie jest taki sam. Prawa człowieka są znane w prawie szariatu, jednak dominującą rolę w nim odgrywają obowiązki, które Allach nakłada na jednostki. Określenie statusu jednostki leży u podstaw różnic między kulturą zachodnio-chrześcijańską i konfucjańską. Pojedyncza osoba, na przykład w Chinach nie ma statusu, dającego jej prawo do występowania przeciwko rodzinie i relacjom społecznym, z którymi jest związany od urodzenia. I na odwrót, nowoczesny liberalizm zastępuje chrześcijańskie pojęcie uniwersalnego Boga pojęciem podstawowej i indywidualnej natury ludzkiej jako uniwersalnego fundamentu sprawiedliwości. W ten sposób liberalne prawa w zachodnim społeczeństwie dotyczą poszczególnych ludzi jako takich.

Innym ważnym powodem rosnącego sceptycyzmu względem uniwersalności rozumienia praw człowieka jest selektywne podejście do tej kwestii ze strony krajów ubiegających się o rolę mentorów światowej społeczności i przewodników „najbardziej zaawansowanych humanitarnych standardów”. Charakterystyczny przykład takiej „selekcji” - rezygnacja Stanów Zjednoczonych z anulowania kary śmierci w szeregu stanów.

W ciągu ostatnich 2-3 lat świat, zgodnie ze słowami Prezydenta Rosji W. Putina, był świadkiem „podwójnych standardów w ocenie zbrodni przeciwko ludności cywilnej” (na południowo-wschodniej Ukrainie, w Syrii, w Iraku), „łamaniu podstawowych praw człowieka do życia, nietykalności osobistej”.

Tymczasem pod przykrywką rozwiniętej w ostatnich dziesięcioleciach „wojny przeciwko terroryzmowi”, nawet w krajach tak zwanej „dojrzałej demokracji”, stają się rutynowymi zjawiskami - masowa inwigilacja, areszty bez sądu i śledztwa, tortury wobec podejrzanych o terroryzm. Coraz częściej praktykowanie pozasądowych egzekucji, niekontrolowane użycie samolotów bezzałogowych w stosunku do podejrzanych o terroryzm. Rośnie w siłę niepokojąca tendencja wzrostu zagrożenia wolności słowa i dostępu do informacji, nękania niewygodnych mediów i poszczególnych dziennikarzy, do zwiększenia kontroli i cenzury w komunikatorach internetowych.

Globalizacja zaostrza konkurencję między krajami. W takich warunkach odradzają się błędne praktyki z czasów „zimnej wojny”, kiedy granica między konstruktywną współpracą w dziedzinie ochrony praw człowieka i próbami użycia obrońców praw człowieka jako „pionków” w grach politycznych niekiedy okazuje się znikoma. Aktualnie w wielu przypadkach wyobrażenie o autonomii ruchów społecznych lub organizacji pozarządowych (ang. non-government organization, NGO) od rządów – to raczej iluzja, a kontakty między oficjalnymi kręgami i NGO są w rzeczywistości znacznie bliższe niż można by przypuszczać.

Generalnie, niespójność wpływu procesu globalizacji na sferę praw człowieka w dużej mierze wynika z jej niszczycielskiej natury, a także jej określonej monopolaryzacji ze strony krajów zachodnich. Dlatego zachodnia koncepcja praw człowieka, będąca z jednej strony, jednym ze źródeł i kluczowych elementów doktrynalnego wypełniania globalizacji, z drugiej – powoduje, bodajże najgwałtowniejsze odrzucenie ze strony przeciwników idei transformacji społeczno-ekonomicznych procesów na świecie poprzez narzucane z zewnątrz „szablony”.

 W rezultacie globalizacja przestaje być procesem jednokierunkowym.

Kolejne wysiłki, mające na celu niedopuszczenie do podważenia i erozji tradycyjnych wartości, wykształconych przez tysiąclecia ludzkiej cywilizacji w różnych państwach i społecznościach, coraz częściej dają o sobie znać w polityce i sferze ideologicznej i kulturowej. Zaistniała sytuacja wyraźnie wymaga poszukiwania kompromisów ze strony wszystkich uczestników tego procesu.

Federacja Rosyjska konsekwentnie broni punktu widzenia, zgodnie z którym zamiast abstrakcyjnej retoryki o „ochronie praw człowieka” powinna pojawić się systemowa praca społeczności międzynarodowej w zakresie edukacji, kultury, walki z nielegalną migracją, handlem ludźmi i terroryzmem. W tych warunkach trzeba z przykrością stwierdzić, że kryzys w sferze stosunków międzynarodowych fatalnie wpływa na najważniejsze międzynarodowe instytucje praw człowieka, które często okazują się być niezdolnymi do właściwej i skutecznej reakcji na masowe łamanie praw człowieka w różnych objętych konfliktami punktach świata. Pokonanie podobnych negatywnych trendów jest jednym z priorytetowych kierunków polityki zagranicznej państwa rosyjskiego.

W ten sposób ostatnie wyzwania dla instytucji broniących prawa człowieka - zagrożenia pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego, masowe łamanie praw człowieka, problemy międzynarodowych stosunków gospodarczych, ekologii, bezpieczeństwa żywności – powodują konieczność opracowania nowych metod, połączenia wysiłków krajowych i międzynarodowych, politycznych i instytucji broniących praw człowieka i wyprowadzenia ich na nowy poziom jakości.

Uwagi:

1. Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 1948 r.; Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych oraz Międzynarodowy Pakt Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych z 1966 roku oraz dodatkowe aneksy do nich, przyjęte w kolejnych latach.

 

Koncepcja ta znalazła się również (w tej czy innej formie) i w konstytucjach zdecydowanej większości współczesnych państw, w tym i w Konstytucji Federacji Rosyjskiej z 1993 r. 

 

 

Pierwszym rezultatem referendum o niepodległości irackiego Kurdystanu było zajęcie spornych terytoriów i nawet części rejonu autonomicznego – przez będący pod kontrolą Iranu oddział Al-Haszd asz-Szabi i część irackiej armii. Przy czym główna kość niezgody - roponośny rejon Kirkuk - został opuszczony przez Kurdów bez walki. Starcia na linii styku trwały 11 dni, ponad sto tysięcy chrześcijan, jezydów i kurdów-sunnitów zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów  w obawie przed represjami.

Następnie premier Iraku Haider al-Abadi poinformował o wstrzymaniu działań wojennych na 24 godziny. Niemal natychmiast rozejm został przedłużony w trybie jednostronnym „do momentu osiągnięcia porozumienia” - nikt nie chce walczyć. Natomiast w Bagdadzie stwierdzono, że strony konfliktu utworzyły „komitet wojskowy w celu rozpoczęcia negocjacji politycznych” i że wkrótce rozpoczną się wypłaty pensji pracownikom (w tym i wojskowym!) irackiego Kurdystanu z budżetu centralnego.

W takich okolicznościach prezydent irackiego Kurdystanu Masud Barzani oświadczył o rezygnacji ze stanowiska, zdaniem wielu obserwatorów, starając podzielić się odpowiedzialnością za niepowodzenie projektu odzyskania niepodległości z innymi kurdyjskimi politykami, ogłaszając kapitulację Kirkuka „ciosem w plecy” i „wielką zdradą”. Jego egzaltowani zwolennicy zaatakowali parlament autonomii, protestując przeciwko kolaboracyjnej, ich zdaniem, pozycji opozycjonistów z Patriotycznej Unii Kurdystanu (PUK), partii islamska Komala i Goran, które Barzani właściwie oskarżył o zdradę „sprawy ogólnokurdyjskiej”. W niektórych rejonach siedziby tych organizacji zostały zniszczone i spalone.

Teraz wielu kurdyjskich aktywistów oskarża Barzaniego o pragnienie poprzez referendum przedłużenia okresu pobytu u władzy i zapisania swojego imienia w historii. I to pomimo faktu, że jeszcze w przeddzień głosowania prezydent irackiego Kurdystanu oświadczył, że ani on, ani jego bliscy nie będą uczestniczyć w kolejnych wyborach prezydenckich w listopadzie 2017 roku. Ale wiadomo, że na Wschodzie władzy się nie oddaje, władze się traci. Najprawdopodobniej Barzani liczył, że po udanym (co do sukcesu referendum nikt nie miał wątpliwości) referendum wdzięczni rodacy poproszą go, aby stanął na czele już niezależnego Kurdystanu. Wszystko skończyło się krajowym upokorzeniem i prawdopodobnie ostateczną utratą władzy. Barzani oczywiście pozostanie w historii kurdyjskiego ruchu narodowego, ale jak bardzo kontrowersyjna postać.

Dlaczego poniesiono klęskę? Prawdopodobnie Barzani zawarł pewne porozumienia zarówno z Bagdadem, jak i z aktorami z zewnątrz, ale układy nie pomogły. Warto zauważyć, że w sieciach społecznościowych teraz już były prezydent autonomii emocjonalnie wyraził zdziwienie, że USA wycofały się podczas natarcia irackich sił. Wygląda na to, że Stany Zjednoczone po prostu wystawiły Kurdów – swoich najbardziej skutecznych sojuszników z koalicji antyterrorystycznej. Nawiasem mówiąc, coś takiego zdarzyło się nie tak dawno temu na Kaukazie, w 2008 roku Saakaszwili najwyraźniej też liczył na wsparcie sojusznika zza oceanu.

Jeszcze z jednego powodu projekt niezależnego Kurdystanu poniósł fiasko, klan Barzaniego nigdy nie posiadał w autonomii pełni władzy. Przez wiele lat jego Demokratycznej Partii Kurdystanu (KDP) i w polityce, i na polu bitwy przeciwstawiała się Patriotyczna Unia Kurdystanu (PUK), której przewodził Dżalal Talabani, dosyć chłodno podchodzący do idei odzyskania suwerenności (w latach 2005 - 2014 Talabani pełnił nawet funkcję prezydenta Iraku). W przeszłości rozejm między dwoma grupami został zawarty dopiero w 1998 roku, przy aktywnym pośrednictwie USA, i tylko w 2006 roku dwa kurdyjskie rządy – w Irbilu i w Sulejmanie - połączyły się, choć rywalizacja między nimi nie zniknęła. Czym prawdopodobnie i zagrał Bagdad, zawierając z „talabanistami” sojusz: oddziały Peszmerga, stacjonujące w Kirkuku, podlegały właśnie Talabaniemu. Co prawda teraz już Pawłowi Talabaniemu, który zajął stanowisko zmarłego w tym czasie ojca.

Zdradziwszy „już nie tak potrzebnych” Kurdów, USA prawdopodobnie zaczną walkę o Irak z Iranem, którego wpływy w Bagdadzie i wśród irackich szyitów trudno przecenić. Szczególnie teraz, kiedy bojownicy Al-Haszd asz-Szabi faktycznie zachowali integralność terytorialną kraju. Jak zauważa szereg ekspertów, Amerykanie mogą postawić na militaryzację szyitów, ale jednocześnie na antyirański „Ruch Sadra" i na autorytet irackiego ajatollaha Ali Sistani, który cieszy się szacunkiem i w Bagdadzie, i w Irbilu.

Teheran pospieszył z ostrzeżeniem irackich władz odnośnie sojuszu z Waszyngtonem: Najwyższy przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, poradził premierowi Iraku al-Abadiemu, aby ten nie polegał zbytnio na Waszyngtonie: „Nie ufaj Ameryce, to zaszkodzi Ci w przyszłości”.

Oczywiście, iracki Kurdystan czekają trudne czasy – i w stosunkach z Bagdadem, i w polityce wewnętrznej. Były konsul generalny republiki Turcji w Irbilu Aydin Selcen zakłada konfrontację wewnątrz klanu Barzaniego – między starszym synem i bratankiem Masuda Barzaniego - i nawet nie wyklucza wznowienia walk zbrojnych między KDP i PUK. Co byłoby tylko na rękę rządowi centralnemu Iraku.

Tak czy inaczej, wygląda na to, że do pojednania Bagdadu i Irbila jeszcze daleko. Oczywistym jest również to, że przywrócenie jedności Iraku teraz będzie jeszcze trudniejsze niż przed referendum. Nie zapominajmy, że 90% głosujących (czyli nie tylko zwolennicy Barzaniego) opowiedziało się za niepodległością kurdyjskiej autonomii. Całkiem możliwe, przypieczętowując tym samym brak możliwości powrotu do jednolitego kraju. Tak więc, ciąg dalszy nastąpi.

 

Moskwa poparła integralność terytorialną Iraku, wezwała strony konfliktu do rozwiązania sprzeczności w ramach obowiązującej konstytucji. Ostatnio jeszcze raz potwierdził to specjalny przedstawiciel Prezydenta Federacji Rosyjskiej ds. Bliskiego Wschodu i krajów Afryki Michaił Bogdanow na spotkaniu z szejkiem Al-Musilim, przedstawicielem samego Ali Sistaniego. Sam fakt negocjacji świadczy o tym, że Rosja rzeczywiście włącza się w proces pojednania międzyetnicznego. W przypadku jego pomyślnego rezultatu doświadczenie będzie można wykorzystać i w Syrii. W przypadku niepowodzenia – wyciągnąć odpowiednie wnioski. 

 

 

Wystąpienie na posiedzeniu z okazji 30-lecia Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk

Powstanie nowoeuropejskiej integracji pokryło się w czasie z intensywną fazą procesu globalizacji. Globalizacja była siłą stymulującą i natchnieniem przy powstawaniu Unii Europejskiej. Dzisiaj debaty o kryzysie globalizacji są prowadzone niemalże synchronicznie z dyskusjami na temat kryzysowych zjawisk w sferze integracji europejskiej. Na łamach „Financial Times” rozwija się polemika: kto ponosi winę za to, że globalizacja, która wniosła sporo pozytywnych elementów do światowego rozwoju, jednak nie stała się uniwersalnym, a co ważniejsze, harmonicznym modelem funkcjonowania świata.

Nieunikniony trylemat światowej gospodarki – sprzeczności między realiami demokracji, suwerenności i globalnej integracji gospodarczej – okazał się, według cieszących się autorytetem uczestników dyskusji, jednocześnie i jabłkiem niezgody, i przeszkodą. Te światowe tendencje nie mogły oczywiście nie odbić się negatywnie na integracji, jednoczącej znaczną część Europy. Jak zaznaczył w jednym z niedawnych wystąpień Alieksiej Anatoliewicz Gromyko, dawne zasady integracji europejskiej przestają być powielane.

Elity europejskie, wierne Unii Europejskiej, nie zaprzeczają, że sama idea na początku przyjęła formę projektu politycznego o strukturze „z góry na dół”. W jednym ze zbiorowych badań problemu identyfikacji w Europie, wydanym przez Uniwersytet Cambridge, czytamy: „Specjaliści Unii Europejskiej ds. nauk politycznych, często sponsorowani przez Komisję Europejską, koncentrują uwagę na samym sojuszu i wpływie, jaki wywierają jego instytucje… Jednocześnie praktycznie nie zwraca się uwagi na kwestię, w jaki sposób formowały się uczucia społeczeństwa „z dołu do góry” i poza instytucjami UE czy obok nich… To, że zewnętrzne zasady dyscyplinarne integracji wyprzedzają, a w niektórych przypadkach gryzą się z integracją wewnętrzną, podobnie jak z jej regionalną różnorodnością, ujawnił kryzys finansowo-gospodarczy”.

Dzisiaj Europa rozumie konieczność utrzymania globalnej konkurencyjności i szybkiego przejścia do nowej rewolucji industrialnej. Jednak kraje wschodnioeuropejskie nie dysponują wystarczającymi finansowo-gospodarczymi zasobami niezbędnymi do stworzenia własnego konkurencyjnego przemysłu. 20-procentowy udział dotacji z funduszy europejskich w budżecie tych krajów w pewnej mierze amortyzował naoczne rozdarcie w socjalno-gospodarczym rozwoju pomiędzy „starą” i „nową” Europą.

Jak uważa dyrektor Centrum ds. Integracji Europejskiej w Mińsku Jurij Wiaczesławowicz Szewcow, „dzisiaj ma miejsce otwarte przejście integracji europejskiej do nowej zasady w stosunkach ze słabiej rozwiniętymi krajami. Poprzedni poziom tajnych i jawnych dotacji jest już niemożliwy. Plan Junckera odnośnie stymulowania sektora wysokich technologii UE… objął głównie najlepiej przygotowane do niego kraje «starej» Europy… Nieuniknione cięcie dotacji dla wschodnich Europejczyków stwarza dla nich nowe realia na długo. Te nowe realia stymulują dawno nakreślone negatywne formy rozwoju tego regionu. Co czeka Europę Wschodnią w ciągu najbliższych 10-15 lat? Do jakich konsekwencji doprowadzi przejście UE na nowy model rozwoju?”.

W związku z tym powstaje drugie, nie mniej ważne dla nas pytanie: czy te nowe realia stworzą możliwość nowego, historycznego zbliżenia się Rosji i krajów tej części Europy?

Oczywiście obchodzą nas nie tylko kwestie gospodarki i tego, na ile stabilnym będzie europejski rynek odbiorców naszych zasobów energetycznych. Postulat o tym, że Rosja stanowi część Europy, wydaje się bezsporny. Francuski historyk kultury Pierre Chaunu twierdził, że kryterium przynależności do cywilizacji europejskiej może być tylko zaangażowanie w dialog wewnątrz cywilizacji. I Rosja jak najbardziej spełnia to kryterium. Ale jednak skąd się wzięło poczucie pewnego oddzielenia i doświadczanej przez nas obecności „przepierzenia” między Europą i Rosją, które swego czasu było dobitnie odczuwane zarówno przez słowianofilów, jak i ludzi Zachodu?

Tutaj spotykamy się ze swego rodzaju antynomią: Rosja – część Europy, która jednak nie stała się jej częścią. Czyżby nie było silnego wpływu kultury bizantyjskiej na cywilizację europejską? Czyżby mało było dojrzałych świadectw wtapiania się tej kultury we włoskich, niemieckich i innych europejskich miastach? Tym niemniej Bizancjum nie stało się częścią Europy, która dołożyła wszelkich starań, by rozpadła się cywilizacja, której następczynią jest Rosja.

Symptomatycznym jest to, że niedawno rząd Holandii zaliczył Rosję do państw „wokół Europy”. Podobny status został wniesiony w koncepcję zagranicznej polityki kulturalnej królestwa na lata 2017-2020. Ale wiemy, że pod taką oceną podpisałaby się nie tylko Holandia. To paradoksalne, przecież właśnie Holandia była głównym partnerem i natchnieniem Piotra, który otworzył „okno do Europy”.

„Rosja – część Europy” – wymawiamy to tak, jakbyśmy stali na drugim brzegu. Dlaczego tak? Bardziej prawdziwie byłoby dla nas powiedzieć: „Europa – część Rosji”, tym bardziej że Rosja nie jest „połknięta” przez Europę i jej znaczna część należy do Azji, przy czym nie tylko terytorialnie. Na początku ubiegłego wieku jeden z rosyjskich myślicieli pisał: „Obserwując prasę, nastroje społeczeństwa, z żalem zauważam: w jaką zagrodę zapędzono prawdziwą rosyjską myśl, jak bojaźliwie, jakby przepraszali, myślą Rosjanie po rosyjsku, jeśli ich myśli nie pokrywają się z myślami zachodnimi”.

Instytut Europy to nie jest zwykły instytut akademicki, to centrum rosyjskiej myśli o Europie. Przy czym w swojej pracy udało wam się zachować ważny balans, często ignorowany, szczególnie przez nasz system edukacyjny, kiedy jedna część Europy stanowi priorytet nad innymi. To nasza historyczna „dolegliwość”. Już przytaczany przeze mnie myśliciel, obserwator, ze smutkiem mówił: „Z historii, z literatury niemieckiej, francuskiej i angielskiej coś wiemy, ale historia i literatura Słowian to dla nas terytorium nieznane. Jeśli przeprowadzić wśród Rosjan egzamin z historii słowiańszczyzny, to rezultat byłby pouczający, a mianowicie zrobiłoby nam się wstyd za swoją ignorancję. O Karolach, Fryderykach i Ludwikach uczyliśmy się w szkole, a o Słowianach – nie”.

Według alegorycznego ujęcia rosyjskiego filozofa Władimira Erna Europa w stosunku do Rosji dokonywała dość upornej transformacji od „Kanta do Kruppa”. Nie wolno nam o tym zapominać.

Jakie tendencje dominują w Europie? Dośrodkowe, które doprowadzą do pogłębienia się kolejnej wewnętrznej konwergencji, czy odśrodkowe, które oddadzą Europę konglomeratowi państw narodowych? Przecież historia nie powtarza się jedynie co do szczegółów.

Myślę, że nie ma potrzeby komukolwiek z nas stawać się eurosceptykiem czy eurooptymistą. Choć czasem wydaje mi się, że w naszych politologicznych (nie naukowych) kręgach eurooptymistów (procentowo) jest więcej niż w jakimkolwiek kraju europejskim. Dla nas jest ważnym, by zrozumieć: jak dalszy rozwój Europy we wszystkich aspektach jej politycznego, kulturowego, gospodarczego bytu odbije się na nas? Co te zmiany będą oznaczały dla Rosji? Na co być gotowym?

W rozwiązaniu tych kwestii nieocenioną rolę odgrywa praca waszego instytutu, jego unikalnego kolektywu, któremu życzę sukcesów na tym, tak ważnym, polu!

 

 

Ogłoszenie (z natychmiastowym wstrzymaniem „negocjacji”) niepodległości przez jeden z regionów autonomicznych Hiszpanii – Katalonii, wywołało burzliwe dyskusje ekspertów i polityków (katalońscy separatyści zaplanowali kluczowe posiedzenie w parlamencie na czwartek, 26 października, informuje AP, powołując się na przedstawiciela katalońskiej koalicji separatystycznej). newsru.com.

Pytanie – stare jak świat: jaki związek mają prawo narodu do samostanowienia i zasada nienaruszalności granic państwowych? I w jakim stopniu wydarzenia w Katalonii mogą rzutować na przyszłość całej Unii Europejskiej?

Wśród zwolenników eurointegracji zawsze popularną była idea, że jedno z najważniejszych strategicznych zadań Unii Europejskiej polega na przezwyciężeniu odziedziczonej po dawnych czasach tradycji europejskiego nacjonalizmu. Jednak reakcja UE na rozpad ZSRR i Jugosławii – praktycznie bezwarunkowe (a zdaniem krytyków nawet podburzane i zbyt pochopne) uznanie niepodległości większości (za wyjątkiem, co najwyżej Kosowa [i]) nowych organizmów państwowych, zrodziła u zwolenników regionalnych niepodległości wewnątrz „starych” członków UE wrażenie, że bezpośrednie członkostwo w UE stało się najlepszym sposobem na rozwiązanie wszystkich problemów, które nagromadziły się w stosunku do władz centralnych.

Taki punkt widzenia ma swoje przyczyny, o ile UE proponuje swoim członkom przestronny i pojemny rynek wewnętrzny, uczestnictwo w jednym z najbardziej wiodących bloków handlowych, gotowe instytucje do realizacji zadań wsparcia bezpieczeństwa wewnętrznego i obrony podstawowych interesów polityki zagranicznej.

Tak zewnętrznie korzystne warunki wstępne wyglądają bardzo kusząco dla wielu terytoriów wewnątrz UE, gdzie konfrontacja jest  „naprawdę ważna i historycznie uzasadniona". Flandria na północy Belgii; francuska Korsyka; Szkocja, Irlandia Północna i Walia; Południowy Tyrol, który znajduje się we Włoszech, przy granicy z Austrią — nie ma tam dosłownych nastrojów separatystycznych, ale jest historia, która może się obudzić; włoska Lombardia[ii]; i, oczywiście, Kraj Basków[iii].

Sceptycy mają wątpliwości co do trwałości strategii UE na dalsze pogłębienie integracji, wskazują, że Brexit będzie tylko pierwszym zwiastunem nieuchronnej transformacji UE w federację regionów. Wyjście z UE Wielkiej Brytanii jest obarczone bardzo prawdopodobnym oddzieleniem się od niej Szkocji, której przyjęcie do UE w trybie przyspieszonym (najsilniejsza i najbardziej „uwodzicielska” odpowiedź na „zdradę” Londynu), nada nowy potężny impuls do regionalizacji wielu państw członkowskich Unii. W rezultacie podział terytorialny („bałkanizacja”) UE rozpocznie się nie później niż w 2020 roku, kiedy dziesiątki subeuropejskich narodów będą wykorzystywać mechanizmy i instytucje Unii do samostanowienia i budowy własnej podmiotowości. Formalnie państwowej w formie i nieodzownie ogólnoeuropejskiej w rzeczywistości. Oprócz terytoriów wspomnianych we wcześniejszym akapicie taką drogę mogą potencjalnie wybrać Bretania, Alzacja, Fryzja – historyczny obwód na wybrzeżu Morza Północnego między Holandią i Danią, Galicja, Kornwalia i wyspa Man [iv].

Jako ważny czynnik na rzecz takiego rozwoju wydarzeń mogłoby nawet posłużyć i charakterystyczne dla wszystkich europejskich neoseparatystów bez wyjątku dążenie do opuszczenia tylko jurysdykcji swoich państw narodowych, ale w żadnym wypadku nie Unii Europejskiej. Tym samym, w istocie rzeczy, odwołują się oni do jednej z najbardziej perspektywicznych zdaniem wielu ekspertów koncepcji dalszego rozwoju Unii – jej całkowitej federalizacji. Eurbiurokratom będzie się trudno sprzeciwiać podobnym pomysłom, ponieważ o wiele łatwiej stworzyć pełnowartościowy rząd Europy, jeśli podmioty-członkowie stanowią konglomerat mniej więcej równych pod względem liczby ludności i potencjału gospodarczego organizmów państwowych, wśród których nie ma wyraźnych liderów i przegranych. Taki porządek rzeczy automatycznie wyprowadza na nowy jakościowo poziom znaczenie polityczne Komisji Europejskiej. Dlatego zwolennicy federalizacji Europy powinni aprobować osłabienie państw narodowych, które właśnie pozwoli na zrobienie kolejnego kroku w sprawie europejskiej integracji. (Przy tym w szczególnie niezręcznym położeniu są federaliści, zajmujący oficjalne stanowiska w instytucjach europejskich. Muszą publicznie bronić integralności terytorialnej Hiszpanii, choćby ze względu na zupełnie nieprzewidywalne geopolityczne skutki jej rozpadu.)

W ten sposób sama debata o przyszłości UE, zderzenie różnych podejść do nowego etapu w realizacji projektu zjednoczonej Europy, rodzą i nową falę separatystycznych mentalności. Casus Katalonii ujawnił sprzeczności między zwolennikami dalszej integracji UE na zasadach globalizacji i zwolennikami zachowania dużej autonomii politycznej suwerennych państw członkowskich. Dokąd należy dalej dążyć: do Europy narodów, Europy regionów czy do całkowitej federacji europejskiej?

Zamęt do sprawy wprowadzają i różnice w interpretacji norm prawa międzynarodowego. Nie przewidują one zwłaszcza możliwości oddzielenia się terytorium jakiegokolwiek państwa za wyjątkiem przypadków, gdy obie strony się na to zgadzają. Część populacji wewnątrz jednolitego narodowo państwa, nawet jeśli posiada ona określoną tożsamość narodową, z punktu widzenia prawa międzynarodowego nie jest narodem, który może powoływać się na prawo do samostanowienia, jak podkreślają prawnicy RFN. Więc zgodnie z prawem międzynarodowym oddzielnym narodem nie są i kosowscy Albańczycy[v].

Tym niemniej większość państw UE uznało Kosowo za niepodległe państwo. Jednak w przypadku Katalonii Komisja Europejska wolała zająć, według krytyków, stanowisko rażąco kontrastujące do jej podejścia w podobnych sytuacjach za granicą. Tymczasem, jak pokazuje doświadczenie historyczne, prędzej czy później, wspólnoty, motywowane poczuciem narodowej wyjątkowości, osiągają przewagę w walce (rywalizacji) z ograniczającym ich ambicje organizmem państwowym. Po czym prawo międzynarodowe, a także instytucje UE, pewnie dostosowują się do nowej rzeczywistości[vi]. Powstaje pytanie, jak długo Komisja Europejska i rządy krajowe będą w stanie przekonać siebie i innych, że zdanie co najmniej połowy Katalończyków trzeba zignorować?

Jednocześnie reakcja zarówno władz UE, jak i państw członkowskich na kryzys kataloński jest na dzień dzisiejszy najlepszym lekarstwem przeciwko „bałkanizacji”. Bierność europejskiego establishmentu – prawie całkowity brak jakiejkolwiek reakcji na prośby Barcelony o mediacje z zewnątrz, sprzyja przeciąganiu się nieokreśloności między Madrytem i władzami Katalonii. Koalicja polityczna na rzecz niepodległości ulega erozji, narastają w niej szybko ideologiczne i taktyczne sprzeczności. Tymczasem coraz większa liczba struktur handlowych z siedzibą w Katalonii, mówi o przeniesieniu swoich głównych siedzib i głównych przepływów finansowych za granice regionu, pozbawiając zwolenników niepodległości jednego z kluczowych filarów – finansowo-ekonomicznego.

Generalnie, według brytyjskiego The Economist potencjalni separatyści wewnątrz państw członkowskich UE nie mają na dziś żadnych podstaw, by sądzić, że Komisja Europejska byłaby gotowa poprzeć choć jedną taką inicjatywę. Myśl tę rozwija francuska Le Monde: „Dla każdego państwa członkowskiego zainteresowanie projektem europejskim jest zrozumiałe: z Unią Europejską, państwa narodowe zgodziły się zrezygnować z części swojej suwerenności w zamian za ogólny dobrobyt i stabilność, w tym stabilność ustalonych granic, jednocześnie z ich faktyczną likwidacją" – głosi artykuł. „Jeśli Europa nie będzie mogła zagwarantować stabilności granic państw członkowskich (co jest pierwszym zewnętrznym symptomem suwerenności), to utracą one zainteresowanie bycia częścią całości. Bez gwarancji statusu ich granic znowu przywrócą swoją suwerenność i będzie to koniec projektu europejskiego.” [vii].

Możliwe oddzielenie się jakichkolwiek terytoriów od krajów członkowskich Unii jest wątpliwe również z punktu widzenia prawa Unii Europejskiej. Zgodnie z artykułem 4 Traktatu o UE, „Unia szanuje podstawowe funkcje państwa, zwłaszcza te, które mają na celu zapewnienie jego integralności terytorialnej”. Nie zważając na cały „pragmatyzm i dynamizm” UE, który już demonstrował sztukę „przystosowywania się do rzeczywistości”, w Brukseli wielokrotnie wskazywano na to, że w przypadku odłączenia się od Hiszpanii Katalonia nie stanie się automatycznie członkiem Unii Europejskiej. „Katalonia nie może stać się członkiem Unii Europejskiej następnego ranka zaraz po głosowaniu” – oświadczył przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Podkreślił, że w przypadku ogłoszenia niepodległości Katalonia będzie musiała złożyć wniosek o członkostwo w UE. Trudno sobie wyobrazić, że jakiemukolwiek innemu regionowi w zjednoczonej  Europie, który próbował ogłosić się suwerennym państwem, uda się w takich warunkach zachować euro jako walutę czy dostęp do rynku wewnętrznego UE. Przy tym, aby zablokować wejście organizmu separatystycznego do Unii Europejskiej wystarczy, jeśli przeciwko wypowie się chociażby jeden z wchodzących w jej skład krajów. Nie ma żadnych wątpliwości, co do tego, że państwo – „ofiara” separatyzmu właśnie tak zagłosuje. W przypadku Katalonii do Hiszpanii mogą dołączyć i inne państwa, które obawiają się, że przypadek hiszpańskiego regionu stworzy precedens [viii].

Czy zewnętrzne mocarstwa są w stanie znacząco wpłynąć na nastroje separatystyczne wewnątrz państw UE? Samo istnienie Unii Europejskiej jest najlepszą gwarancją integralności terytorialnej jego członków, zapewnia The Economist. Ale bardziej prawdopodobnym wydaje się być scenariusz, który jest możliwy w przypadku niepowodzenia deklarowanej reformy Unii: rozwarstwienie UE na makroregiony „różnych prędkości” lub o zróżnicowanej polityce zagranicznej i orientacji gospodarki światowej, składające się z kilku państw o podobnych zainteresowaniach. O obawach tego rodzaju, narastających w państwach Europy Zachodniej, autor już pisał, analizując gwałtowny wzrost wpływu Chin w wielu krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

Jak Rosja powinna reagować na żądania niezależności ze strony tych czy innych terytoriów i narodów? Nawet idealiści, wzywający do działania, „nie kierując się" wysokimi zasadami ochrony prawa narodów do decydowania o swoim losie, dochodzą w końcu do wniosku, że celowym jest podejmowanie takich decyzji na podstawie pragmatyzmu interesów narodowych. „Wspierać czy nie wspierać tych, którzy opowiadają się z pozycji samostanowienia aż do oddzielenia od swoich dzisiejszych państw? Jednoznaczna odpowiedź na to pytanie nie istnieje. Jeśli okoliczności świadczą na korzyść takiego wsparcia, wspierać. Gdy zaś okoliczności wskazują inaczej, wykazać powściągliwość"[ix].

[i] Spośród 28 członków UE niepodległość Kosowa do dziś uznały 23 państwa. Nie uznały: Hiszpania, Słowacja, Cypr, Rumunia i Grecja.

[ii] 22 października 2017 roku dwa najbogatsze północne regiony we Włoszech – Lombardia i Wenecja Euganejska przeprowadziły referenda wśród swoich mieszkańców na temat rozszerzenia autonomii. Jak informuje BBC, referendum w sprawie autonomii jest całkowicie legalne we Włoszech. Zgodnie z artykułem 116 włoskiej konstytucji regiony mogą żądać od Rzymu większej autonomii. Zresztą o niepodległości regionów od Włoszech nie ma mowy, o ile referenda mają charakter konsultacyjny -  tzn. nie są wiążące dla władz kraju. Jednak ich pozytywne wyniki pozwolą lokalnym władzom domagać się większej samodzielności, przede wszystkim finansowej.

[iii] http://www.globalaffairs.ru/redcol/Chto-budet-esli-Kataloniya-provozglasit-nezavisimost-19059

[iv] https://fbreporter.org/2017/10/06/are-you-trying-to-usa-balkanization-of-europe/

[v] http://p.dw.com/p/2lbKn?tw  (Deutsche Welle)

[vi] http://www.eurocontinent.eu/2017/10/catalonia-the-geopolitical-challenges-for-eu/

[vii] https://www.inopressa.ru/article/11Oct2017/lemonde/balkanisation.html

[viii] http://p.dw.com/p/2lbKn?tw  (Deutsche Welle)

 

[ix] https://regnum.ru/news/polit/2332725.html

 

 

Petersburg - Moskwa

W Petersburgu zakończyła pracę 137. sesja Zgromadzenia Unii Międzyparlamentarnej. Była ona największą i najbardziej reprezentatywną w ciągu całej 128-letniej historii IPU. Ponad 2000 delegatów, reprezentujących ponad 160 parlamentów krajowych i 11 parlamentarnych stowarzyszeń wypowiedziało się na aktualne globalne tematy: od kwestii dalszego wzmacniania instytucji demokratycznych, rozwoju światowego parlamentaryzmu – do wdrażania technologii cyfrowych i stworzenia parlamentów elektronicznych, wypracowania skutecznych środków przeciwdziałania nowym wyzwaniom i zagrożeniom, wzmacniania międzynarodowego bezpieczeństwa i stabilności.

Zdecydowanie do osiągnięć forum należy zaliczyć przede wszystkim skuteczny i przyjazny tryb dialogu, w którym pracowali jego uczestnicy oraz dążenie do zrozumienia i wysłuchania siebie nawzajem, do czego wzywał jego delegatów w pierwszy dzień pracy forum Prezydent Rosji Władimir Putin. Platforma IPU, słusznie zwana parlamentarnym analogiem ONZ, i tym razem potwierdziła swoją unikalność, gromadząc nie tylko sojuszników, ale i przeciwników. W murach Pałacu Taurydzkiego spotkali się parlamentarzyści Korei Południowej i Północnej. I chociaż nie doszło do bezpośrednich negocjacji, to ich wspólny udział w ogólnych dyskusjach, choć krótkie – powściągliwe, ale pełne szacunku rozmowy w kuluarach – są na pewno krokiem w dobrym kierunku. Przy okazji, jako główną przyczynę niemożności prowadzenia bezpośrednich negocjacji z oponentami przedstawiciele Korei Północnej wymienili fakt, że ich kraj jest stuprocentowo suwerenny, a w odniesieniu do Korei Południowej takiej pewności nie ma.

Tematowi suwerenności państwowej poświęcony był raport specjalnej Komisji Izby Wyższej rosyjskiego parlamentu, stworzonej w celu monitorowania faktów interwencji w wewnętrzne sprawy Federacji Rosyjskiej, w tym za pomocą ataków cybernetycznych. Jej szef Andriej Klimow przedstawił społeczności międzynarodowej pierwsze wyniki pracy. Rosyjski senator poinformował, że Rosja jest codziennie narażona na setki ataków cybernetycznych, w tym na system polityczny i stabilność. 28 procent takich ataków pochodzi z terytorium USA.

„Udoskonalamy uchwały przyjęte w Dakce w kwietniu tego roku, o roli parlamentarzystów w głoszeniu zasady nieingerencji w sprawy wewnętrzne. Jest to główna zasada ONZ – drugi artykuł statutu tej organizacji. Rosja jest jedynym krajem, który zgodnie z tą zasadą stworzył komisję senacką do spraw ochrony suwerenności państwowej”. Senator wezwał wszystkie zainteresowane kraje do wzięcia udziału w procesie tworzenia tak zwanej „Czarnej księgi ingerencji”, aby móc rejestrować wszystkie próby deptania suwerenności.

Podczas 137. sesji Zgromadzenia IPU miał miejsce konstruktywny dialog rosyjskich parlamentarzystów z członkami PACE, w którym nie było napięcia i głośnych deklaracji. To była spokojna i rzeczowa wymiana poglądów. Omówiono między innymi raport włoskiego parlamentarzysty Michele Nicolettiego, który zaproponował utworzenie grupy roboczej z udziałem wszystkich państw członkowskich Rady Europy do spraw przygotowania Szczytu organizacji w 2019 r. w celu potwierdzenia jedności europejskiej, ochrony i wsparcia bezpieczeństwa demokratycznego w Europie. Debatowano również na temat propozycji delegacji rosyjskiej, dotyczącej wprowadzenia zmian w Regulaminie PACE. „Oczywiście, tej kwestii nie da się rozwiązać w trakcie jednego takiego spotkania, to temat do dalszych negocjacji z PACE, które, jak mi się wydaje, wkrótce się odbędą" - powiedział po spotkaniu zastępca przewodniczącego Komitetu Rady Federacji do spraw międzynarodowych Władimir Łukin.

Znaczącą uwagę uczestnicy forum poświęcili nowym technologiom. Podczas dyskusji eksperci IPU przyznali, że oprócz postępu w życiu współczesnego człowieka, osiągniętemu dzięki technologiom cyfrowym pojawiają się też nowe wyzwania. Szczególne zainteresowanie uczestników dyskusji wywołał temat elektronicznego głosowania w internecie, gdzie nie mamy stuprocentowej gwarancji bezpieczeństwa informacji. Zdecydowanymi zwolennikami elektronicznego głosowania w internecie, oprócz obywateli Francji są mieszkańcy Estonii i Egiptu, u których wybory z pomocą technologii cyfrowych odbywają się już nie po raz pierwszy. W celu ochrony przed zewnętrzną ingerencją w wybory stosuje się specjalne systemy kontroli, a także osobiste klucze elektroniczne dla każdego wyborcy. Tym nie mniej, wiele delegacji, w szczególności z Holandii, Finlandii, Iraku wyraziło obawy, że procedura głosowania elektronicznego nie jest wolna od błędów i oszustw, a jej stosowanie jest dosyć trudne, jeśli obywatele jej nie ufają.

Jednym z najważniejszych wydarzeń petersburskiego forum parlamentarnego było przyjęcie rezolucji „Z okazji 20-lecia Powszechnej deklaracji na rzecz demokracji: wspólnota naszej różnorodności”. W dokumencie potwierdzono, że „demokracja stanowi wartość uniwersalną i nie jest własnością jakiegoś kraju lub regionu, i że, będąc systemem zarządzania państwowego, demokracja sprzyja realizacji rozwoju potencjału ludzkiego, zwalczaniu ubóstwa, rozwojowi otwartych i pokojowych społeczeństw i poprawie stosunków między narodami".

W rezolucji zaznaczono również, że „budowanie społeczeństwa demokratycznego wymaga poszanowania prawa międzynarodowego, przestrzegania praw człowieka, zasady różnorodności i równego udziału wszystkich obywateli, a także równości płci i ochrony osób niepełnosprawnych, pracowników migrujących i członków ich rodzin, narodowych lub etnicznych, religijnych i językowych mniejszości narodowych, a także bezbronnych lub grup społecznie marginalizowanych ".

W dokumencie podkreślono także rolę i znaczenie opozycji jako kluczowego komponentu demokracji, która wyraża krytykę i przeprowadza dokładną analizę pracy rządu i większości parlamentarnej, a także prezentuje polityczne alternatywy i interesy warstw ludności, należących do mniejszości politycznych.

Przyjęty dokument zawiera stanowczy apel do parlamentarzystów o przyczynienie się do zapewnienia równego dostępu do internetu i nowych technologii, a także włączenie edukacji obywatelskiej do programu szkolnego w interesie demokracji, przestrzegania praw człowieka, integracji i szacunku dla różnorodności, równości płci, wolności wyznania i zrównoważonego rozwoju.

Osobnym punktem Rezolucji było złożenie propozycji Organizacji Narodów Zjednoczonych rozpatrzenia ogłoszenia 30 czerwca Międzynarodowym dniem parlamentaryzmu dla upamiętnienia utworzenia Unii Międzyparlamentarnej 30 czerwca 1889 roku.

Nadzwyczajnym punktem porządku obrad 137. sesji Zgromadzenia Unii Międzyparlamentarnej (IPU), stały się międzynarodowe wysiłki na rzecz zaprzestania przemocy wobec ludności Rohingja w Mjanmie. „Poparcie przez większość uczestników Zgromadzenia propozycji, aby poświęcić nadzwyczajne debaty sytuacji ludności Rohingja stało się odbiciem humanitarnej troski o ludzką tragedię, a nie chęcią krytykowania tego kraju czy tematem do międzynarodowych rozgrywek" - powiedział przewodniczący Komitetu Rady Federacji do spraw międzynarodowych Konstantin Kosaczew. Rosyjski poseł wyraził nadzieję, że wysiłki IPU będą konstruktywne i, co najważniejsze, będą skuteczną próbą wniesienia realnego wkładu w rozwiązanie tej tragicznej sytuacji.

W trakcie Zgromadzenia jego przewodnicząca, Walentyna Matwijenko wystąpiła również z inicjatywą przeprowadzenia Światowej konferencji pod auspicjami ONZ na temat dialogu międzyreligijnego i międzycywilizacyjnego. Było to jedno z głównych zagadnień na Zgromadzeniu. Poświęcono mu wystąpienie gościa honorowego Zgromadzenia Patriarchy moskiewskiego i całej Rusi Cyryla, który podkreślił znaczenie moralnego konsensusu w dzisiejszym świecie.

Dzisiejszy cywilizowany świat powinien skupić wysiłki na zachowaniu i wzmocnieniu „świętego drzewa pluralizmu kulturowego”. Ochraniać je, z jednej strony przed ryzykiem unifikacji, a z drugiej — przed atakami ekstremistów, entuzjastów idei narodowej i religijnej wyjątkowości – jest to zadanie również i dla parlamentarzystów. „Na terenie naszego kraju - przypomniała przewodnicząca sesji Zgromadzenia - mieszkają przedstawiciele ponad 200 narodowości. W państwowym systemie edukacji używamy 89 języków. Wśród narodów Rosji są wyznawcy wszystkich religii świata. Przy tym, w naszym kraju nigdy nie było wojen religijnych. Dialog i współpraca między mieszkającymi w Rosji przedstawicielami różnych religii są uważane za najważniejszy warunek wzmocnienia i rozwoju kraju" — podkreśliła Walentyna Matwijenko.

W trakcie 137. Zgromadzenia odbyły się wybory nowego Przewodniczącego IPU. Po raz pierwszy na to stanowisko została wybrana kobieta. Przez najbliższe trzy lata obowiązki Przewodniczącej IPU będzie pełnić reprezentantka Meksyku Gabriela Barron.

Na konferencji prasowej dla rosyjskich i zagranicznych dziennikarzy poprzednik Barron, Saber Chowdhury pogratulował wyboru i życzył nowej Przewodniczącej sukcesów w dalszym rozwoju światowego parlamentaryzmu, wzmocnienia demokracji i zatwierdzenia zasady sprawiedliwości. Powiedział również wiele ciepłych słów pod adresem Rosji, kraju-organizatora 137.  Zgromadzenia, zauważając, że petersburskie forum już przeszło do historii IPU, stając się jedną z najjaśniejszych jej stron.

Przewodnicząca Rady Federacji Walentyna Matwijenko, z kolei, zaznaczyła, że platforma petersburskiego forum parlamentarnego stała się wyjątkowym miejscem dla bezpośredniego i otwartego dialogu przedstawicieli różnych krajów: „Odbyły się dziesiątki spotkań dwustronnych, zsynchronizowaliśmy się i porozumieliśmy w sprawie przyszłej współpracy parlamentarnej. Poza platformą forum taki ogrom pracy zająłby lata". Walentyna Matwijenko pogratulowała przedstawicielce Meksyku wyboru na stanowisko Przewodniczącej Zgromadzenia Unii Międzyparlamentarnej, zwracając szczególną uwagę, że wartość przeprowadzonych wyborów polega na tym, że były one konkurencyjne. Wyraziła także przekonanie, że wybór Rosjanina - przewodniczącego senackiej Komisji do spraw Międzynarodowych Konstantina Kosaczewa na stanowisko pierwszego zastępcy Przewodniczącego IPU pomoże nowo wybranej Przewodniczącej w rozwiązywaniu dużych wyzwań stojących dziś przed IPU.

W trakcie konferencji prasowej dziennikarze poruszyli szereg tematów aktualnych na arenie międzynarodowej i regionalnej. Odpowiadając na pytanie na temat sytuacji na Półwyspie Koreańskim, głowa Rady Federacji przypomniała o skonsolidowanej pozycji Rosji i Chin wobec zaprzestania zwiększenia napięcia w regionie i amerykańsko-północnokoreańskiej konfrontacji: „Trzeba przerwać wymianę niebezpiecznymi wojowniczymi wypowiedziami z jednej i z drugiej strony. Amerykańskie manewry wojskowe u wybrzeży Korei Północnej i północnokoreańskie testy rakietowe – to poważne czynniki drażniące. Muszą zostać wyeliminowane. Rosja zajmuje jasne i niezmienne stanowisko: jesteśmy przeciwko rozszerzeniu klubu państw jądrowych, mocno wspieramy układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i uważamy, że bardzo istotnym jest, aby motywować Koreę Północną do podpisania Umowy o nierozprzestrzenianiu. Będzie to trudne zadanie, ale inny kierunek niż pokojowe negocjacje za pomocą środków dyplomacji, w tym parlamentarnej, nie istnieje".

Odpowiadając na pytanie o przyjętej niedawno przez Radę Najwyższą Ukrainy ustawie o oświacie, Walentyna Matwijenko podkreśliła, że uznanie tej ustawy za dyskryminującą i niedemokratyczną znajduje się w rezolucji PACE. „Ustawę negatywnie oceniły już Węgry, Mołdawia, Rumunia, Rosja. Jest oczywiste, że ustawa ta nie tylko jest sprzeczna ze wspólnym europejskim systemem wartości, łamie wszelkie konwencje międzynarodowe w dziedzinie edukacji, a także w zakresie regulacji pozycji mniejszości narodowych. Mamy nadzieję, że ocena tego dokumentu przez komisję Wenecką będzie tym razem nie upolityczniona, a czysto prawna".

 

Walentyna Matwijenko przypomniała, że 50% mieszkańców Ukrainy  to osoby rosyjskojęzyczne,  „mamy długą wspólną granicę, Ukraińcy dla Rosjan to bracia. I nie jesteśmy zainteresowani tworzeniem dodatkowych ognisk zapalnych. Próby przekształcenia wielonarodowego państwa w monoetniczne, zaniedbanie interesów mniejszości narodowych stwarzają poważne zagrożenie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Mam nadzieję, że władze Ukrainy, ustawodawcy, w pierwszej kolejności, uznają za błędną politykę gwałtownej ukrainizacji i w dialogu z europejskimi parlamentarzystami, innymi przedstawicielami światowej wspólnoty parlamentarnej - podejmą prawidłowe i rozsądne rozwiązanie" – podsumowała głowa izby wyższej rosyjskiego parlamentu, Przewodnicząca 137. sesji Zgromadzenia Unii Międzyparlamentarnej Walentyna Matwijenko.

 

 

Organizatorzy zakończonej 19 października w Soczi XIV corocznej sesji Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj” pierwotnie postawili przed sobą zadanie wyjścia poza tradycyjny format dyskusji eksperckiej i podjęcia próby opracowania perspektywistycznego modelu światowego rozwoju na podstawie rewizji wielu uważanych wcześniej za nienaruszalne polityczno-prawnych norm i tendencji socjalno-gospodarczych. Tym też objaśniono formułę ambitnego tematu niniejszego forum – „Świat przyszłość: przez zderzenie do harmonii” – odsyłającą do idei jednego z czołowych ekonomistów i socjologów XX wieku Josepha Schumpetera na temat „twórczej destrukcji”, rodzącej nowy porządek i świat, oraz wybór głównych uczestników dyskusji podczas kończącego i najistotniejszego, piątego dnia sesji. Przed 130 uczestnikami z 33 krajów świata wystąpili prezydent Rosji Władimir Putin, były prezydent Afganistanu Hamid Karzaj, dyrektor naukowy Norweskiego Instytutu Noblowskiego Asle Toje i przewodniczący rady dyrektorów firmy „Alibaba Group” Jack Ma – którzy tak naprawdę symbolizują jeden z najbardziej niestabilnych regionów świata, podejmowane przez środowisko ekspertów próby znalezienia pokojowego rozwiązania istniejących konfliktów oraz ideę światowego handlu internetowego jako „mostu” współpracy między państwami i ludźmi z całego świata.

Konieczność rezygnacji z przestarzałych metod i przejścia do nowych zasad współpracy w celu uregulowania najostrzejszych współczesnych problemów stała się jedną z kluczowych tez wystąpienia prezydenta Rosji. W przemówieniu Władimira Putina zostały poruszone wszystkie aktualne „palące problemy” i dyskusyjne tematy światowej wagi. Niektóre kwestie – takie jak współpraca Rosji iUSA w sferze likwidacji broni jądrowej, problem syryjski i północnokoreański, a także kwestia samostanowienia krajów i regionów – zostały rozpatrzone ze szczególną uwagą.

W kwestii szeregu tematów rosyjski lider wolał wypowiedzieć się w bardziej ogólnym i konceptualnym planie – powstrzymując się od wymieniania konkretnych osób.

Między innymi w jego analizie działalności ONZ można było jasno odczytać sugestię, że chodzi o propozycję prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczącą reformy tej organizacji i jej Rady Bezpieczeństwa. Wyraziwszy pewność, że w 2045 roku ludzkość będzie świętować 100. Jubileusz Organizacji Narodów Zjednoczonych, Władimir Putin podkreślił, że „jej stworzenie stało się symbolem tego, że ludzkość jest w stanie opracowywać wspólne zasady i żyć zgodnie z nimi. Kiedy je łamano, następował nieunikniony kryzys, były negatywne konsekwencje. Jednocześnie w ciągu ostatnich dziesięcioleci miało miejsce kilka prób zdegradowania roli tej organizacji, jej dyskredytacji lub objęcia kontroli nad nią. Wszystkie te próby odniosły porażkę lub utkwiły w martwym punkcie”. «Według nas ONZ ze swoją uniwersalną legitymizacją powinna pozostać centrum systemu międzynarodowego i zadaniem dla nas wszystkich jest podwyższanie jej autorytetu i efektywności. Dzisiaj nie ma alternatywy dla ONZ» - podkreślił prezydent Rosji.

(http://www.kremlin.ru/events/president/news/55882)

Władimir Putin nie pominął też kwestii niedawnego konfliktu pomiędzy Kazachstanem i Kirgistanem, który mógłby spowodować powstanie problemów w funkcjonowaniu mechanizmów integracyjnych na terytorium postradzieckim, w pierwszej kolejności w ramach Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej (EUG). Nie komentując wzajemnych obwinień, które popłynęły wcześniej z Astany i Biszkeku, prezydent Rosji uznał za konieczne podkreślenie roli swojego kazachstańskiego kolegi w kwestii uregulowania  syryjskiego oraz rozmów w Astanie. „Chcę podziękować Kazachstanowi i prezydentowi Nazarbajewowi za to, że udostępnił nam, uczestnikom procesu rozmów, astańską platformę. Kazachstan nie jest po prostu miejscem spotkania, to bardzo wygodne miejsce, biorąc pod uwagę neutralną pozycję Kazachstanu i to, że on nigdy nie ingerował w jakiekolwiek trudne, wewnętrzne procesy w regionie, a wręcz przeciwnie, jest pośrednikiem z autorytetem” – podkreślił Władimir Putin i dodał: „Chcę zaznaczyć, że były momenty, kiedy prezydent Nazarbajew brał na siebie odpowiedzialność, żeby utrzymać za stołem negocjacyjnym wszystkie skłócone i próbujące dojść do konsensusu strony. I jest to bardzo pozytywne, jesteśmy za to niezmiernie wdzięczni”.

Jednak motywem przewodnim wystąpienia prezydenta Rosji na sesji Międzynarodowego Klubu Dyskusyjnego „Wałdaj” była jego idea możliwości i konieczności tworzenia nowych „platform” i mechanizmów omawiania i regulowania istniejących światowych problemów i konfliktów – będąca bezpośrednią konsekwencją procesu „twórczej destrukcji”, któremu zostało poświęcone forum w Soczi. „Dzisiaj na świecie powstają nowe centra wpływu i modele wzrostu, tworzą się sojusze cywilizacyjne, a także polityczne i gospodarcze formacje. Ta różnorodność nie ulega unifikacji. Dlatego trzeba dążyć do osiągnięcia harmonii współpracy. Regionalne organizacje w Eurazji, Ameryce, Afryce i regionie Azjatycko-Pacyficznym powinny działać pod egidą ONZ i koordynować swoją pracę. Przy tym każde stowarzyszenie ma prawo funkcjonować według własnych wyobrażeń i zasad, odpowiednich dla ich kulturowych, historycznych, geograficznych właściwości. To ważne, by łączyć globalną współzależność i otwartość z zachowaniem unikalności każdego z narodów i regionów. Należy z szacunkiem odnosić się do suwerenności jako podstawy całego systemu stosunków międzynarodowych” – podkreślił Władimir Putin.

Jako dowód efektywności podobnych elastycznych sojuszów rosyjski lider przytoczył przykład pozytywnej dynamiki w uregulowaniu syryjskim, którą udało się osiągnąć na podstawie procesu negocjacji w Astanie, łączącego kraje, które mają swoje interesy w regionie i zarazem trudne stosunki ze sobą – Rosję, Turcję, Iran (oraz USA w charakterze obserwatora): „Dzięki pozycji Turcji, Iranu, syryjskiego rządu w dużym stopniu udało się nam zbliżyć pozycje w sprawie kluczowego problemu położenia kresu przelewaniu krwi i stworzenia stref deeskalacji. To najważniejszy rezultat całej pracy w kwestii Syrii w ciągu ostatnich 2 lat i procesu rozmów w Astanie”. „Muszę przyznać, że znaczną rolę odgrywają też inne kraje, które bezpośrednio nie uczestniczą w negocjacjach w Astanie, ale «zakulisowo» są obecne i wpływają na procesy, które zachodzą, w tym m.in. USA. Współpracujemy w tej kwestii z amerykańskimi kolegami, ta współpraca jest stabilna, ciągła, trudna, nie bez sporów, ale tak czy inaczej więcej w niej pozytywów niż negatywów” – podkreślił rolę Waszyngtonu w danym kontekście Władimir Putin.

W odróżnieniu od problemu syryjskiego rozwój sytuacji związanej z terytoriami dążącymi do samookreślenia jak na razie nie osiągnął tak dramatycznych rozmiarów. Jednak ta kwestia też wymaga odnalezienia efektywnego rozwiązania. Referenda w Katalonii i Irackim Kurdystanie stały się nie tylko dodatkowymi czynnikami destabilizującymi, mogą też spowodować analogiczne procesy w innych krajach – również wewnętrznie stabilnych. „To, jak kruchą może być stabilność nawet w dostatnim, spełnionym kraju, można zobaczyć na przykładzie Hiszpanii. Kto do niedawna mógł przewidzieć, że dyskusja o statusie Katalonii, mająca długą historię, przekształci się w ostry kryzys polityczny?!” – podkreślił Władimir Putin. Według niego sprzeczności na tle etnicznym oraz międzypaństwowe rozwijały się i odkładały w Europie na przestrzeni stuleci, jednak rolę katalizatora w ciągu ostatniego ćwierćwiecza odegrali sami europejscy liderzy: „W sytuacji z Katalonią zobaczyliśmy jednomyślne potępienie zwolenników niepodległości przez Unię Europejską i szereg innych krajów. W związku z tym nie mogę nie podkreślić: trzeba było pomyśleć o tym wcześniej. Co, nikt nie wiedział o podobnych, ciągnących się wiekami zapędach wewnątrz samej Europy? Oni wiedzieli. Jednak w swoim czasie pochwalali rozpad szeregu krajów w Europie, nie kryjąc radości z tego powodu.

A po co było tak bezmyślnie, kierując się bieżącą polityczną koniunkturą i pragnieniem zadowolenia – powiem jasno – „starszego brata” z Waszyngtonu, bezspornie wspierać oddzielenie Kosowa, prowokując podobne procesy w innych krajach Europy, a nawet świata?

Przypomnę, że kiedy na przykład Krym tak samo ogłosił niepodległość, a potem w rezultacie referendum przyłączył się do Rosji, wtedy to z jakichś powodów już się nie spodobało. A teraz proszę – Katalonia. Inny region – Kurdystan. I możliwe, że to nie koniec listy. Powstaje pytanie: co z tym zrobimy? Jak będziemy to traktować?

Wychodzi na to, że według niektórych naszych kolegów istnieją prawidłowi „bojownicy o wolność i niezależność” i nieprawidłowi – „separatyści”, którym nie wolno walczyć o swoje prawa, nawet za pomocą demokratycznych mechanizmów.

Podobne, jak mówimy cały czas, podwójne standardy – oto najbardziej jaskrawy przykład podwójnych standardów – kryją w sobie poważne zagrożenie dla stabilnego rozwoju Europy i innych kontynentów, dla postępu procesów integracyjnych na świecie”.

Jednak we współczesnym światowym „grafiku” są kluczowe tematy, odnośnie których nie może być rozbieżności i które wymagają podjęcia konkretnych kroków przez zaangażowane w nie strony. W pierwszej kolejności to problem arsenału jądrowego wiodących światowych mocarstw na czele z Rosją i USA. Władimir Putin szczegółowo przeanalizował historię współpracy Moskwy i Waszyngtonu w kwestii likwidacji plutonu, przypominając, że strona rosyjska w odróżnieniu od amerykańskich partnerów wypełniła wszystkie zobowiązania.

Prezydent Rosji przypomniał też, że Rosja „ponad 17 lat temu ratyfikowała Traktat o całkowitym zakazie prób z bronią jądrową. USA nie zrobiły tego do tej pory”. Jednocześnie USA w 2002 roku wyszły z traktatu ABM (Anti-Ballistic Missile Treaty). „Krytyczna masa problemów w sferze globalnego bezpieczeństwa narasta” – podsumował Władimir Putin, a podczas udzielania odpowiedzi na pytania uczestników forum przypomniał o krytycznej sytuacji związanej z Traktatem INF („Układ o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu”), zawartym w 1987 roku. Prezydent Rosji ostrzegł Waszyngton przed wyjściem z tej umowy, która jest jednym z elementów zapewniających światowe bezpieczeństwo w kwestii jądrowej. „Jeśli to się nie podoba i ktoś chce wyjść z tej umowy, ten ktoś to nasi amerykańscy partnerzy, odpowiedź z naszej strony będzie natychmiastowa, mówię i ostrzegam, natychmiastowa i lustrzana” – powiedział Władimir Putin.

Według dostępnych informacji może w tym wypadku chodzić o przyśpieszone opracowanie naziemnego pocisku manewrującego 9M729 do systemu „Iskander” – analogu istniejącego pocisku manewrującego „Kalibr”, aktywnie używanego podczas operacji przeciwko ugrupowaniom terrorystycznym w Syrii. „Słowa Putina można interpretować następująco: w przypadku wyjścia USA z umowy opracowanie takiego pocisku nie zajmie dużo czasu” – poinformowały źródła w rosyjskim przemyśle obronnym.

(https://www.vedomosti.ru/politics/articles/2017/10/20/738680-putina-valdae?utm_campaign)

„Rosję niepokoi nieprzewidywalność Ameryki” – tak ogólnie ujęła problematykę poruszaną na ostatniej sesji Klubu Wałdaj amerykańska agencja The Bloomberg. I w pewnym stopniu naprawdę tak jest. W przeciwieństwie do okresu zimnej wojny i zawarcia aktualnych do dziś rosyjsko-amerykańskich umów w sferze rozbrojenia polityka USA i innych krajów zachodnich w ciągu ostatnich lat nie cechuje się ani racjonalnością, ani staraniami oszacowania potencjalnego ryzyka i strat – zarówno politycznych, jak i finansowych. „Swego czasu apologeci globalizacji przekonywali nas, że gwarantem uniknięcia konfliktów i konkurencji geopolitycznej stanie się powszechna wzajemna zależność gospodarcza. Niestety tak się nie stało; co więcej, charakter konfrontacji skomplikował się, stały się wielowarstwowe” – podkreślił w swoim wystąpieniu w Soczi Władimir Putin. Rozwój wydarzeń w samych Stanach Zjednoczonych nie pozostawia szans na poprawę stosunków rosyjsko-amerykańskich w najbliższym czasie. „Biorąc pod uwagę to, że teraz trwa dochodzenie w sprawie rzekomej ingerencji Rosji w ubiegłoroczne wybory prezydenckie w USA, w Waszyngtonie niebezpiecznym stało się samo rozmawianie z rosyjskimi dyplomatami, jak powiedział jeden z działaczy występujących na posiedzeniu w związku z tzw. regułą Chatham House” – informuje The Bloomberg.

(https://www.bloomberg.com/news/articles/2017-10-18/alarm-in-russia-as-u-s-becomes-the-unpredictable-superpower)

 

W powstałej sytuacji kluczowe przesłanie rosyjskiego lidera – o konieczności opracowania i przestawienia się na nowe formaty i modele międzynarodowej, wielostronnej współpracy politycznej odnośnie najostrzejszych problemów – zyskuje szczególną aktualność.

 

czwartek, 26 październik 2017 16:00

XIX zjazd Partii Komunistycznej Chin i interesy Rosji

Written by

 

Zakończony 24 października w Pekinie XIX zjazd Komunistycznej Partii Chin stanowił jedno z najbardziej zamkniętych for w najnowszej partyjnej historii Chin – m.in. ze względu na ostrość rozwiązywanych podczas niego problemów kadrowych w kontekście prowadzonej przez sekretarza generalnego i przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga, zakrojonej na szeroką skalę walki z korupcją. W raporcie sekretarza generalnego antykorupcyjna linia polityki partyjnej została sformułowana w następujący sposób: „Będziemy demaskować tygrysy, odganiać muchy i polować na lisy” – co oznacza walkę z nadużyciami we wszystkich strukturach partyjnych i rządowych każdego poziomu. Jako następstwo tej walki, a także ogólnego procesu „odmłodzenia” kierowniczych organów Komunistycznej Partii Chin („graniczny” wiek utrzymania członkostwa w Partii to 70 lat), skład Centralnego Komitetu w ponad połowie uległ rotacji. Poważne zmiany dotknęły także składu Biura Politycznego i jego Stałego Komitetu.

Istotne korekty zostały wprowadzone przez Xi Jinpinga do tzw. 14 zasad socjalizmu o chińskiej specyfice – odnoszących się jeszcze do czasów Denga Xiaopinga. Kluczową wśród nich przewodniczący Chin w swoim raporcie zaproponował uczynić, oprócz walki z korupcją i rozwiązania problemów ekologicznych, umocnienie wpływu międzynarodowego kraju. Zgodnie z opublikowanym przez niego grafikiem do 2035 roku Chiny powinny „podnieść się do poziomu krajów liderów innowacyjnego typu”, a do 2050 roku – przekształcić się w „bogate i potężne, demokratyczne i cywilizowane” mocarstwo. Do tego czasu Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza ma stać się „siłą światowej klasy” – podkreślił Xi Jinping w swoim, trwającym wyjątkowo długo, bo aż 3 godziny 23 minuty, wystąpieniu na zjeździe.

To właśnie aspekt międzynarodowy w perspektywicznej polityce Chin jest szczególnie interesujący w kontekście zakończonego zjazdu, biorąc pod uwagę niewątpliwie wzrastającą geopolityczną aktywność Chin w regionie i świecie. W raporcie Xi Jinpinga słusznie zaznaczono, że „soft power i międzynarodowy wpływ Chin zauważalnie wzrosły”, a „międzynarodowa sytuacja kraju wkroczyła na niespotykany poziom”. „Nadszedł czas, abyśmy wyszli na proscenium świata i zaczęli dawać swój wielki wkład w historię ludzkości” – podkreślił przewodniczący Chin.

Należy zaznaczyć, że według tradycji na zjazdach KPCh nie przyjmuje się dokumentów programowych dotyczących zagadnień polityki zagranicznej i pierwszorzędne wnioski o charakterze zmian można wyciągnąć na podstawie modyfikacji w składzie kadrowym, a także hierarchii tez przedstawionych w raporcie sekretarza generalnego.

Z tej perspektywy kluczowy punkt stanowi właśnie zakrojona na szeroką skalę rotacja kadrowa, której dokonano na XIX zjeździe KPCh, i która wzmacnia pozycję Xi Jinpinga, a także młodszego pokolenia „technokratów”. Ten fakt już daje podstawy do prognozowania, że Chiny „zmierzają od modelu rządzenia kolektywnego do skupienia władzy w jednych rękach”. (vedomosti.ru)

Podobna sytuacja wskazuje na to, że można oczekiwać dalszego wzrostu znaczenia Chin na arenie międzynarodowej, zarówno w sferze wojskowo-politycznej, jak i finansowo-gospodarczej – które stanowią przedmiot szczególnego zainteresowania Xi Jinpinga.

Gospodarczą składową chińskiej ekspansji – która szczególnie martwi prezydenta USA Donalda Trumpa – jest tradycyjnie wykorzystywany przez Pekin czynnik socjalno-demograficzny, a w pierwszej kolejności wykorzystywanie taniej siły roboczej. To pozwala krajowi przez ostatnie lata utrzymywać stabilne tempo wzrostu gospodarczego. PKB Chin wzrósł w trzecim kwartale 2017 roku o 6,8% w skali rocznej. To nieco mniej niż w poprzednim kwartale, tym niemniej nadal przewyższa wskaźniki, które zostały ustalone jako cel bieżącego roku. Przez pierwsze trzy kwartały 2017 roku PKB Chin wyniósł 6,9% w skali roku, przy czym postawiona przez rząd prognoza przewidywała wzrost o 6,5%. Oprócz tego po raz pierwszy od 2010 roku chińska gospodarka może pochwalić się przewyższeniem rocznego tempa wzrostu w porównaniu z poprzednim rokiem (w 2016 roku było to 6,7%).

W wystąpieniu podczas otwarcia zjazdu 18 października Xi Jinping podkreślił, że w ciągu pierwszych pięciu lat jego władzy (otrzymał stanowisko sekretarza generalnego KPCh i przewodniczącego Chin na poprzednim zjeździe partyjnym, w 2012 roku) PKB Chin wzrósł o 26 trylionów juanów, czyli 3,9 tryliona dolarów. Oprócz tego, według słów lidera Chin, „udało się zaspokoić podstawowe potrzeby ponad miliarda obywateli”.

Jednak to właśnie w socjalno-gospodarczej sferze w ciągu najbliższych lat może dojść do zmian w funkcjonowaniu samego modelu narodowego. Xi Jinping w swoim raporcie wezwał do realizacji „chińskiego marzenia o odmłodzeniu narodu”, a także przyśpieszonego przejścia na model „innowacyjnej gospodarki”. Zarówno jedno, jak i drugie może dać nowy impuls rozwoju Chin i ich aktywności na świecie, jak i doprowadzić do wzrostu wewnętrznej niestabilności i natężenia wewnątrzpolitycznych sprzeczności, w tym pomiędzy kierownictwem kraju.

W tym kontekście należy mieć na uwadze bagaż negatywnych czynników i wskaźników, jaki przez lata nagromadził się w Chinach.

Na przykład przewodniczący Narodowego Banku Chin Zhou Xiaochuan widzi poważne zagrożenie w zbyt szybkim tempie zadłużania się firm i gospodarstw. Według niego rząd nie powinien pozwalać sobie na „przesadny optymizm”, ponieważ nadmierny wzrost ciężaru dłużniczego w gospodarce może doprowadzić do gwałtownego krachu rynkowego. Same długi lokalnych organów władzy w ramach aktywnego kredytowania hipotecznego i rosnących wydatków na infrastrukturę sięgają mniej więcej 6,3 tryliona dolarów, co stanowi około 5% PKB.

Z tym, że wzrost inwestycji wziętych na kredyt środków zwiększa długofalowe gospodarcze ryzyko, zgadzają się również międzynarodowi eksperci.

„Ostatnie dane pokazują wspaniały obraz gospodarki, która na pierwszy rzut oka pędzi naprzód pełną parą. Jednak wewnątrz nie przestają narastać potencjalne problemy rynku finansowego, choć póki co są one niewidoczne” – uważa profesor ekonomiki Cornell University i były szef chińskiego oddziału Międzynarodowego Funduszu Walutowego Eswar Prasad. (vedomosti.ru)

Warto zauważyć, że przeprowadzając szeroką analizę osiągnięć chińskiej gospodarki w ciągu ostatnich lat, Xi Jinping w swoim raporcie nie wspomniał o nowych wskaźnikach, tradycyjnie przytaczanych na podobnych forach, m.in. rozmiaru narodowej gospodarki i PKB na osobę, co może wskazywać, że doszło do ich spadku.  „Oba niedopowiedzenia, najwidoczniej, mają dać władzom więcej możliwości manewru w celu rozwiązania licznych problemów strukturalnych” – uważa ekspert waszyngtońskiego Centrum Badań Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) Christopher Johnson. (vedomosti.ru)

Ogłoszona przez Xi Jinpinga konieczność wprowadzenia zmian do kursu gospodarczego Chin jest bezpośrednio związana z zamiarem prowadzenia aktywniejszej polityki zagranicznej przez Pekin. I tutaj należy wymienić kluczowe kierunki.

Pierwszy kierunek – wojskowy.

Umocnienie wojska i przede wszystkim marynarki wojennej nabiera szczególnego znaczenia na tle głównych zadań polityki Pekinu w regionie (stosunki z Tajwanem i spory terytorialne na Morzach Wschodnio- i Południowochińskim). Do wojskowo-morskiej kwestii chińskiej polityki zagranicznej odnosi się też otwarcie w 2017 roku pierwszej poza granicami Chin, pełnocennej, chińskiej bazy wojskowej w Dżibuti. Terytorialne spory Chin i Indii w okolicach Tybetu są bezpośrednio związane z kwestią umocnienia Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej.

Drugi kierunek – eurazyjski. Od czasu poprzedniego, XVIII, zjazdu KPCh Pekin podjął bezprecedensowe starania w kwestii realizacji własnych projektów, w tym rozwoju Pasa Gospodarczego Jedwabnego Szlaku i Nowego Jedwabnego Szlaku, skoncentrowanych na rozwoju handlowych, transportowych i gospodarczych korytarzy Eurazji. Oprócz tego ogłoszone przez administrację USA wyjście z Partnerstwa Transpacyficznego (TPP) otworzyło przed Chinami unikalną możliwość podjęcia próby zajęcia wiodącej pozycji w integracyjnych handlowo-gospodarczych (a na tej podstawie również politycznych) projektach w regionie Azjatycko-Pacyficznym. „Trump objął stanowisko, obiecując położenie kresu handlowym nierównościom z Chinami. I to jest wielki cel. A jaki był jego pierwszy krok? Wyjście z Partnerstwa Transpacyficznego – umowy handlowej zdolnej umieścić USA w czołówce bloku handlowego złożonego z 12 krajów, zbudowanego zgodnie z interesami i zasadami USA. Potencjalnie mogło to wyeliminować około 18 tysięcy taryf na amerykańskie towary i dać kontrolę nad 40% światowego PKB. Chin nie było w tym bloku. To się nazywa dźwignia” – ironizuje w związku z sytuacją amerykańska gazeta The New York Times. „Trump rozczarował Partnerstwo Transpacyficzne, żeby «zadowolić elektorat», i teraz nie pozostało mu nic innego jak żebrać od Chin o jakieś handlowe okruszki. A jeśli dodać do tego fakt, że Trump potrzebuje Chin do rozwiązania problemu z Koreą Północną, to USA w jeszcze mniejszym stopniu mogą teraz wpływać na kwestie handlowe” – podsumowuje gazeta. (nytimes.com)

Trzeci kluczowy kierunek chińskiej polityki to akurat północnokoreańska kwestia jądrowa. Tutaj rola Chin jest w równym stopniu ważna, co sprzeczna, a opiera się na jej statusie stałego członka RB ONZ i jednocześnie wiodącego handlowo-gospodarczego partnera Pjongjangu. USA, Korea Południowa  i Japonia stale oczekują od Pekinu wzmocnienia nacisku na KRLD, który mógłby osiągnąć nawet postać całkowitej blokady handlowej. Jednak podobne wymagania przeczą zarówno deklarowanej po raz kolejny przez Xi Jinpinga zasadzie „soft power” w polityce zagranicznej, jak i chęci umocnienia handlowo-gospodarczej pozycji Chin w regionie i za granicą. Oczywistym jest, że ogłoszone podczas zjazdu KPCh zasady i priorytety polityki zagranicznej przejdą pierwszą próbę już niedługo – podczas zaplanowanej wizyty w Pekinie prezydenta USA Donalda Trumpa, będącej częścią jego azjatyckiego tournee na początku listopada. (vedomosti.ru)

Ambitne plany chińskiego kierownictwa partyjno-rządowego, ogłoszone podczas ostatniego zjazdu KPCh, obiektywnie odpowiadają interesom Rosji, tworząc podstawę do wzmacniania współpracy dwustronnej. Dotyczy to, w pierwszej kolejności, sfery energetycznej, która ma zabezpieczać potrzeby energetyczne rosnących mocy produkcyjnych Chin. Podpisany na początku września 2017 roku, podczas wizyty rosyjskiej delegacji z prezydentem Władimirem Putinem na czele w Pekinie, kontrakt między „Rosnieftem” i chińską firmą prywatną CEFC China Energy zapewni gwałtowne zwiększenie rosyjskich dostaw ropy naftowej do Chin już pod koniec 2017 roku. „W tym roku dostarczymy do Chin 40 mln ton – poinformował 19 października dyrektor «Rosnieftu» Igor Seczin. – A w przyszłym roku dodamy jeszcze 10 mln ton. I tak będziemy dostarczać przez najbliższe pięć lat”. (vedomosti.ru)

W rezultacie na rynek chiński w 2017 roku będzie przeznaczone 20% eksploatacji „Rosnieftu” i 32% jego eksportu. Jednocześnie, według Igora Seczina, „Rosnieft” i CEFC przygotowują dodatkowy „kontrakt nt. współpracy”, obliczony na dłuższą perspektywę czasu. Kluczowym partnerem rosyjskiego koncernu naftowego jest także China National Petroleum Corporation (CNPC). Podsumowanie 2016 roku pokazuje, że Rosja zajmuje pierwsze miejsce w strukturze dostawców ropy naftowej do Chin ze wskaźnikiem 52,5 mln ton, wyprzedzając Arabię Saudyjską (51 mln ton) i tradycyjnie zorientowane na chiński rynek Angolę i Irak.         

Jeszcze jednym perspektywicznym projektem energetycznym w strukturze współpracy Rosji i Chin jest budowa magistralnego gazociągu Siła Syberii, przewidującego transport gazu z centrów wydobycia irkuckiego i jakuckiego do rosyjskich odbiorców na Dalekim Wschodzie i do Chin („wschodnia” trasa). Odpowiednią umowę (kupna-sprzedaży rosyjskiego gazu trasą „wschodnią”) w maju 2014 roku podpisały Gazprom i CNPC. Umowa została zawarta na 30 lat i przewiduje dostarczenie do Chin 38 mld metrów sześciennych gazu rocznie, zaczynając od grudnia 2019 roku. (Gazprom.ru)

Oprócz czysto gospodarczych czynników realizacja wyżej wymienionych projektów oraz wzmacnianie rosyjsko-chińskiej współpracy – w tym także w formie „jedwabnych szlaków” – bezpośrednio zależy od stabilności sytuacji politycznej w samych Chinach. I XIX zjazd Komunistycznej Partii Chin tę stabilność – co najmniej na najbliższe lata – umocnił.