InterAffairs

So12152018

Last update09:48:30 AM

RUS ENG FR DE PL ESP PT ZH AR

Font Size

SCREEN

Profile

Layout

Menu Style

Cpanel

 

Wystąpienie na posiedzeniu z okazji 30-lecia Instytutu Europy Rosyjskiej Akademii Nauk

Powstanie nowoeuropejskiej integracji pokryło się w czasie z intensywną fazą procesu globalizacji. Globalizacja była siłą stymulującą i natchnieniem przy powstawaniu Unii Europejskiej. Dzisiaj debaty o kryzysie globalizacji są prowadzone niemalże synchronicznie z dyskusjami na temat kryzysowych zjawisk w sferze integracji europejskiej. Na łamach „Financial Times” rozwija się polemika: kto ponosi winę za to, że globalizacja, która wniosła sporo pozytywnych elementów do światowego rozwoju, jednak nie stała się uniwersalnym, a co ważniejsze, harmonicznym modelem funkcjonowania świata.

Nieunikniony trylemat światowej gospodarki – sprzeczności między realiami demokracji, suwerenności i globalnej integracji gospodarczej – okazał się, według cieszących się autorytetem uczestników dyskusji, jednocześnie i jabłkiem niezgody, i przeszkodą. Te światowe tendencje nie mogły oczywiście nie odbić się negatywnie na integracji, jednoczącej znaczną część Europy. Jak zaznaczył w jednym z niedawnych wystąpień Alieksiej Anatoliewicz Gromyko, dawne zasady integracji europejskiej przestają być powielane.

Elity europejskie, wierne Unii Europejskiej, nie zaprzeczają, że sama idea na początku przyjęła formę projektu politycznego o strukturze „z góry na dół”. W jednym ze zbiorowych badań problemu identyfikacji w Europie, wydanym przez Uniwersytet Cambridge, czytamy: „Specjaliści Unii Europejskiej ds. nauk politycznych, często sponsorowani przez Komisję Europejską, koncentrują uwagę na samym sojuszu i wpływie, jaki wywierają jego instytucje… Jednocześnie praktycznie nie zwraca się uwagi na kwestię, w jaki sposób formowały się uczucia społeczeństwa „z dołu do góry” i poza instytucjami UE czy obok nich… To, że zewnętrzne zasady dyscyplinarne integracji wyprzedzają, a w niektórych przypadkach gryzą się z integracją wewnętrzną, podobnie jak z jej regionalną różnorodnością, ujawnił kryzys finansowo-gospodarczy”.

Dzisiaj Europa rozumie konieczność utrzymania globalnej konkurencyjności i szybkiego przejścia do nowej rewolucji industrialnej. Jednak kraje wschodnioeuropejskie nie dysponują wystarczającymi finansowo-gospodarczymi zasobami niezbędnymi do stworzenia własnego konkurencyjnego przemysłu. 20-procentowy udział dotacji z funduszy europejskich w budżecie tych krajów w pewnej mierze amortyzował naoczne rozdarcie w socjalno-gospodarczym rozwoju pomiędzy „starą” i „nową” Europą.

Jak uważa dyrektor Centrum ds. Integracji Europejskiej w Mińsku Jurij Wiaczesławowicz Szewcow, „dzisiaj ma miejsce otwarte przejście integracji europejskiej do nowej zasady w stosunkach ze słabiej rozwiniętymi krajami. Poprzedni poziom tajnych i jawnych dotacji jest już niemożliwy. Plan Junckera odnośnie stymulowania sektora wysokich technologii UE… objął głównie najlepiej przygotowane do niego kraje «starej» Europy… Nieuniknione cięcie dotacji dla wschodnich Europejczyków stwarza dla nich nowe realia na długo. Te nowe realia stymulują dawno nakreślone negatywne formy rozwoju tego regionu. Co czeka Europę Wschodnią w ciągu najbliższych 10-15 lat? Do jakich konsekwencji doprowadzi przejście UE na nowy model rozwoju?”.

W związku z tym powstaje drugie, nie mniej ważne dla nas pytanie: czy te nowe realia stworzą możliwość nowego, historycznego zbliżenia się Rosji i krajów tej części Europy?

Oczywiście obchodzą nas nie tylko kwestie gospodarki i tego, na ile stabilnym będzie europejski rynek odbiorców naszych zasobów energetycznych. Postulat o tym, że Rosja stanowi część Europy, wydaje się bezsporny. Francuski historyk kultury Pierre Chaunu twierdził, że kryterium przynależności do cywilizacji europejskiej może być tylko zaangażowanie w dialog wewnątrz cywilizacji. I Rosja jak najbardziej spełnia to kryterium. Ale jednak skąd się wzięło poczucie pewnego oddzielenia i doświadczanej przez nas obecności „przepierzenia” między Europą i Rosją, które swego czasu było dobitnie odczuwane zarówno przez słowianofilów, jak i ludzi Zachodu?

Tutaj spotykamy się ze swego rodzaju antynomią: Rosja – część Europy, która jednak nie stała się jej częścią. Czyżby nie było silnego wpływu kultury bizantyjskiej na cywilizację europejską? Czyżby mało było dojrzałych świadectw wtapiania się tej kultury we włoskich, niemieckich i innych europejskich miastach? Tym niemniej Bizancjum nie stało się częścią Europy, która dołożyła wszelkich starań, by rozpadła się cywilizacja, której następczynią jest Rosja.

Symptomatycznym jest to, że niedawno rząd Holandii zaliczył Rosję do państw „wokół Europy”. Podobny status został wniesiony w koncepcję zagranicznej polityki kulturalnej królestwa na lata 2017-2020. Ale wiemy, że pod taką oceną podpisałaby się nie tylko Holandia. To paradoksalne, przecież właśnie Holandia była głównym partnerem i natchnieniem Piotra, który otworzył „okno do Europy”.

„Rosja – część Europy” – wymawiamy to tak, jakbyśmy stali na drugim brzegu. Dlaczego tak? Bardziej prawdziwie byłoby dla nas powiedzieć: „Europa – część Rosji”, tym bardziej że Rosja nie jest „połknięta” przez Europę i jej znaczna część należy do Azji, przy czym nie tylko terytorialnie. Na początku ubiegłego wieku jeden z rosyjskich myślicieli pisał: „Obserwując prasę, nastroje społeczeństwa, z żalem zauważam: w jaką zagrodę zapędzono prawdziwą rosyjską myśl, jak bojaźliwie, jakby przepraszali, myślą Rosjanie po rosyjsku, jeśli ich myśli nie pokrywają się z myślami zachodnimi”.

Instytut Europy to nie jest zwykły instytut akademicki, to centrum rosyjskiej myśli o Europie. Przy czym w swojej pracy udało wam się zachować ważny balans, często ignorowany, szczególnie przez nasz system edukacyjny, kiedy jedna część Europy stanowi priorytet nad innymi. To nasza historyczna „dolegliwość”. Już przytaczany przeze mnie myśliciel, obserwator, ze smutkiem mówił: „Z historii, z literatury niemieckiej, francuskiej i angielskiej coś wiemy, ale historia i literatura Słowian to dla nas terytorium nieznane. Jeśli przeprowadzić wśród Rosjan egzamin z historii słowiańszczyzny, to rezultat byłby pouczający, a mianowicie zrobiłoby nam się wstyd za swoją ignorancję. O Karolach, Fryderykach i Ludwikach uczyliśmy się w szkole, a o Słowianach – nie”.

Według alegorycznego ujęcia rosyjskiego filozofa Władimira Erna Europa w stosunku do Rosji dokonywała dość upornej transformacji od „Kanta do Kruppa”. Nie wolno nam o tym zapominać.

Jakie tendencje dominują w Europie? Dośrodkowe, które doprowadzą do pogłębienia się kolejnej wewnętrznej konwergencji, czy odśrodkowe, które oddadzą Europę konglomeratowi państw narodowych? Przecież historia nie powtarza się jedynie co do szczegółów.

Myślę, że nie ma potrzeby komukolwiek z nas stawać się eurosceptykiem czy eurooptymistą. Choć czasem wydaje mi się, że w naszych politologicznych (nie naukowych) kręgach eurooptymistów (procentowo) jest więcej niż w jakimkolwiek kraju europejskim. Dla nas jest ważnym, by zrozumieć: jak dalszy rozwój Europy we wszystkich aspektach jej politycznego, kulturowego, gospodarczego bytu odbije się na nas? Co te zmiany będą oznaczały dla Rosji? Na co być gotowym?

W rozwiązaniu tych kwestii nieocenioną rolę odgrywa praca waszego instytutu, jego unikalnego kolektywu, któremu życzę sukcesów na tym, tak ważnym, polu!

 

W polemice twitterowej z Aleksiejem Puszkowem Ambasador USA Michael McFaul zauważył: „Dąży on [Prezydent Obama] do obrony prawa międzynarodowego zabraniającego użycia broni chemicznej”. To stanowisko, naturalnie, jest zgodne z niedawnym przemówieniem Sekretarza Stanu USA Johna Kerry’ego, w którym oświadczył, że podobne zbrodnie przeciw ludzkości nie mogą pozostać bezkarne.

Teza ta w swej istocie jest bezsporna i nikt, właściwie, z nią nie polemizuje. Chodzi o co innego: w jaki sposób, kiedy i na podstawie jakich kryteriów można osądzić i ukarać za takie przestępstwo? To byłoby zbyt łatwe – na każdy z takich czynów odpowiadać tomohawkami i bezpilotowcami. Jeżeli jest to zbrodnia przeciw ludzkości, to właśnie „ludzkość” powinna być sędzią. Ale jeżeli ktoś w imieniu ludzkości prowadzi śledztwo, dokonuje weryfikacji i wykonuje wyrok, który sam wydał w imieniu ludzkości, to jest absurdalne z punktu widzenia prawa i niebezpieczne biorąc pod uwagę samą filozofię takiego podejścia. Przy takiej liczbie protestów, rozsądnych i stanowczych sprzeciwów, nawet ze strony sojuszników, czyjkolwiek czyn „mesjanistyczny” legalizuje nie prawo międzynarodowe, lecz indywidualną lub grupową inkwizycję.