InterAffairs

Pn08102020

Last update09:48:30 AM

RUS ENG FR DE PL ESP PT ZH AR

Font Size

SCREEN

Profile

Layout

Menu Style

Cpanel
poniedziałek, 09 lipiec 2018 14:05

Ukraina: socjologia i kandydaci – w przedsionku wyborów prezydenckich

Written by  Denis Baturin, politolog, członek Izby Społecznej Republiki Krym
Rate this item
(0 votes)

Temat nadchodzących wyborów prezydenckich coraz intensywniej wypełnia ukraińską przestrzeń informacyjną. Tworzone są wersje możliwych strategii potencjalnych kandydatów, publikowane są dane z administracji prezydenta Ukrainy. Kto by nie został prezydentem tego kraju, zarówno jego osobisty punkt widzenia, jak i system stosunków socjalno-politycznych na Ukrainie będą wyznaczać kurs polityki zagranicznej.

Lista tych, którzy będą uczestniczyć w wyścigu wyborczym, już została uformowana, i raczej się nie zmieni, bez względu na szereg dziwnych oświadczeń i nieprawdziwych wiadomości. Na przykład niedawno interesujące oświadczenie złożył prokurator wojskowy Ukrainy Anatolij Matios: „W tym państwie są zdrowe siły, które jeszcze się nie połączyły i nie określiły ze swoim Augusto Pinochetem, ale on już puka do drzwi albo szuka stadionu” (regnum.ru). To szalenie ciekawe - słyszeć takie oświadczenia od prokuratora wojskowego, kogoś na jednym z najwyższych stanowisk rządowych. O ile nie miał na myśli siebie w roli „Augusto Pinocheta”, a my nie jesteśmy świadkami początku jego kampanii wyborczej.

Wracając do kandydatów, obecnie przewiduje się, że w kampanii będą uczestniczyć następujące osoby z podanymi ratingami:

J. Tymoszenko (liderka partii „Batkiwszczyna”) – 16%

A. Griszczenko (były minister obrony) – 11,7%

J. Bojko (lider partii „Blok Opozycyjny”) – 10,5%

W. Zielenski (showman, aktor) – 9,3%

S. Wakarczuk (piosenkarz) – 8,6%

O. Liaszko (lider „Partii Radykalnej”) – 8,6%

P. Poroszenko (prezydent Ukrainy) – 8,6%

W. Rabinowicz (lider partii „Samopomoc”, mer Lwowa) – 3,4%

O. Tiagnibok (lider partii „Swoboda”) – 2,8%

W. Naliwajczenko (były szef SBU) – 2%

S. Taruta (były gubernator obwodu donieckiego, właściciel korporacji ISD) – 1,1%

A. Jaceniuk (były premier, lider partii „Front Ludowy”) – 1,1%.

(ratinggroup.ua)

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest prowadzenie Tymoszenko, które obserwowane jest od kwietnia tego roku, z ratingiem dwukrotnie wyższym niż u prezydenta Poroszenki, kolejna rzecz – Poroszenko ma poparcie takie same jak Liaszko (populista, polityk nie pierwszej klasy) i piosenkarz Wakarczuk (który stanowi obraz moralnego autorytetu, pacyfisty).

Szczególnie interesująca w socjologicznej ocenie polityków jest „ciemna strona” ich ratingu – antyrating (na kogo wyborcy nie zagłosowaliby w żadnym wypadku):

P. Poroszenko – 52%

A. Jaceniuk – 30%

O. Liaszko – 23,8%

J. Bojko – 23%

J. Tymoszenko – 20,8%

W. Rabinowicz – 16%

O. Tiagnibok – 14,7%

Politycy aktualnie zajmujący stanowiska w rządzie mają najgorszą sytuację w rankingu – co wcale nie dziwi. Najwidoczniej są potrzeby, problemy, których, jak twierdzi społeczeństwo, najbardziej znaczący politycy dzisiejszej Ukrainy nie są w stanie spełnić czy rozwiązać.

Przy tym ukraińscy politycy osiągnęli w ciągu ostatnich kilku lat pewien rezultat – ich populizm i propaganda sprawdziły się, co pokazują dane sondażu, zgodnie z którymi za ciężką sytuację w kraju Ukraińcy do tej pory winią: byłego prezydenta Ukrainy W. Janukowycza (2/3 ankietowanych), P. Poroszenko – 53%, byłego ministra Ukrainy N. Azarowa – 51%, obecnego premiera W. Hrojsmana – 40%. Rosję za sytuację na Ukrainie zdecydowanie wini 52% ankietowanych, USA wini 21%. (ratinggroup.ua)

Ukraińscy politycy uważają te liczby za dające nadzieję: społeczeństwo wini za sytuację w kraju nie tylko ich, ale i przedstawicieli byłej władzy, których od 4 lat nie ma na terytorium Ukrainy. Wektor zagraniczny w duchu antyrosyjskim przez te lata też udało się wypracować – do 52%, „przyczyną” ukraińskich problemów jest Rosja.

Opierając się na tym, każdy kandydat może (i będzie) budować swój program na obwinianiu władzy, która dawno odeszła, w antyrosyjskiej retoryce. A kto nie da rady – jak na przykład lider „Bloku Opozycyjnego” J. Bojko – ten ma mniejsze szanse na zwycięstwo.

Pozwalając sobie na małą dygresję, warto zauważyć, że perspektywy partyjne „Bloku Opozycyjnego” w walce o parlament są dobre.

Jako punkt orientacyjny w programach wyborczych kandydatów może posłużyć też rating żądań względem przyszłej głowy państwa: „Zaprzestanie działań wojennych na wschodzie to dominujące żądanie społeczeństwa względem kolejnego prezydenta Ukrainy (63%).

Intensyfikacji walki z korupcją oczekuje 49% respondentów, odrodzenia przemysłu – 40%, podwyższenia warunków życia – 30%. Poprawienie jakości medycyny, zmniejszenie wpływu oligarchów na politykę, odrodzenie sektora rolniczego, wzmocnienie potencjału obronnego kraju i stymulowanie rozwoju biznesu – tego oczekuje od 11 do 19% ankietowanych. Poprawa międzynarodowego imidżu Ukrainy, reformy szkolnictwa i nauki, ochrona ukraińskiego języka i kultury – od 4 do 8% respondentów”.

Kwestia, która ma znaczenie – jaką drogę wybiorą kandydaci, a dokładniej ci, którzy mają możliwość wpływania na podejmowanie decyzji, na nastroje społeczne.

Tymoszenko może „nabić” swój rating  populizmem, jak robiła to już nie raz, demontrując burzliwą aktywność w mediach, w regionach, na konsultacjach z miejscowymi elitami i politykami na poziomie rządowym. Jej tezy dotyczą głównie kwestii gospodarczych i społecznych, jednak nie może się obejść bez polityki, dlatego już ogłosiła, że „od razu po zwycięstwie przeprowadzi referendum w sprawie zmiany formy rządów w państwie” (republika parlamentarna, bez prezydenta, bez premiera, bez kanclerza).

Tymoszenko już rozpoczęła swoją kampanię wyborczą, organizując 15 czerwca duże forum, na którym przedstawiła program „Nowy Kurs Ukrainy” (lb.ua).

Pozostałe nisze będzie eksploatował Poroszenko, który doskonale wie, że w sferze socjalno-gospodarczej nie ma praktycznie żadnych osiągnięć. W jednej z wcześniejszych publikacji już przedstawiano wersję tego, jak sytuacja może wyglądać: „Zadanie Poroszenki i jego rządu to wskazanie winnego dezintegracji Ukrainy i próba legitymizacji, nawet post factum, pomajdanowej władzy. Przy tym Poroszenko nie stawia sobie za zadanie zmiany sytuacji na południowym wschodzie kraju. Ma inną misję – na miarę swoich sił sprzyjać konfrontacji Rosji i Zachodu, otrzymać dzięki temu wsparcie, oraz jeśli chodzi o politykę wewnętrzną – zaprezentowanie pewnych sukcesów, nawet jeśli te zaliczają się do kategorii wirtualnej legitymizacji i osiągnięć jedynie deklarowanych”. (https://interaffairs.ru/news/show/19885)

Poroszenko ma wojnę na południowym wschodzie – rozpoczętą i niedokończoną; zaniedbany problem nieformalnych struktur, organizacji radykalnych, wykorzystywanych do rozwiązywania natychmiastowych celów politycznych; problem radykałów u władzy, którzy już nie są posłusznymi sojusznikami i instrumentami. To „wściekłe psy ukraińskiej demokracji”, które pragną jeszcze większej władzy, chcą mieć środki na zapewnienie sobie funkcjonowania, chcą przeprowadzać swoje akcje, żeby przypomnieć o swoim istnieniu (i z tym związane są pogromy Romów na zachodzie Ukrainy). Sytuację ostro skomentował ekspert Rostisław Iszczenko: „Każdy, kto przyjdzie lub utrzyma się przy władzy na Ukrainie, będzie zmuszony decydować, kogo się pozbyć: nieuzbrojonych resztek rosyjskiego świata z pomocą uzbrojonych nazistów czy samych uzbrojonych nazistów, licząc na struktury siłowe w 70% składające się z takich samych nazistów jak tamci”. (ukraina.ru)

Co czują ukraińscy politycy, Poroszenko i Tymoszenko, dlaczego ich sztaby zmierzają w jednym kierunku – reformy konstytucyjnej, zmiany ustroju na republikę parlamentarną? Instytucja prezydenta na Ukrainie wypaliła się, potrzeba zmiany dekoracji w obliczu oczywistych porażek i rozczarowań. O wiele przyjemniej jest nieść mniejszą odpowiedzialność  i być głową państwa na stanowisku premiera-kanclerza, wybranego przez koalicję w parlamencie. (lb.ua)

Tutaj interesujące i potrzebne są ratingi partyjne powstałe tuż przed rozpoczęciem kampanii prezydenckich.  Jeden z rozpatrywanych scenariuszy (przynajmniej jak twierdzi źródło jednego z popularnych wydawnictw internetowych) w administracji Poroszenki – przedterminowe wybory parlamentarne w celu wsparcia kampanii Poroszenki w Radzie Najwyższej z naciskiem na reformę konstytucyjną – wprowadzenie republiki parlamentarnej.

Na szczycie ratingu partyjnego znajduje się „Batkiwszczyna” (J. Tymoszenko), którą gotowe jest wesprzeć 17% tych, którzy planują iść na wybory i głosować. Drugie miejsce dzielą „Blok Opozycyjny”, „Pozycja Obywatelska” i „Sługa Narodu”, na które gotowych zagłosować jest około 10,5%. Głos na partię „Za Życie” zamierza oddać 9,6%, na „Partię Radykalną” – 8,2%, BPP Solidarność – 7,4%, Samopomoc – 5,1%, WO Swoboda – 3,8%. (ratinggroup.ua)

Partie, ich frakcje w Radzie Najwyższej, koalicje partyjne – będą to poważne punkty oparcia w przypadku reformy konstytucyjnej, uważają kandydaci na prezydentów i już teraz mogą oceniać swój początkowy potencjał partyjny. I tutaj Tymoszenko, jak widać, wyprzedza Poroszenkę, oprócz tego dość solidną podstawę obserwuje się u „Bloku Opozycyjnego”, który już teraz może dogadać się z głównymi kandydatami w sprawie składu przyszłego rządu oraz pozycji reformy konstytucyjnej. Dlatego też ratingi partyjne w kampanii prezydenckiej to poważny argument i instrument walki politycznej oraz negocjacji.

Socjologiczny przekrój oczekiwań i wymagań społeczeństwa odnośnie przyszłej głowy państwa stawia przed nowym prezydentem „nierealne cele”.

Przykre jest to, że nawet dysponujący władzą politycy nie są w stanie zmobilizować wewnętrznych zasobów, możliwości, w imieniu realnych działań mających na celu poprawę życia na Ukrainie; zamiast tego będą staczać się w populizm, nie mając ani woli politycznej, ani wsparcia politycznego wśród elit, ani poparcia społeczeństwa, aby dokonywać prawdziwych, ogromnych reform. A to dlatego, że robienie „czegoś naprawdę” oznaczałoby dla ukraińskich polityków nie rosnące, a spadające ratingi, bo wiązałoby się z koniecznością przyznania się do wielu rzeczy i bycia szczerym ze społeczeństwem, stanowczym w stosunku do elit, co jest równe śmierci politycznej. Ukraińscy politycy nie rozumieją jednego – że już są martwi. Nie zauważyli swojej śmierci politycznej, ale zrobili wszystko, żeby nadeszła, a przede wszystkim – nie wzięli pod uwagę konsekwencji politycznych swoich działań mających na celu czerpanie korzyści z bieżącej sytuacji.

Taka beztroska polityczna doprowadziła do tego, że dla ukraińskiego społeczeństwa wszyscy krajowi politycy są mniej więcej tak samo „interesujący”, dlatego że ludzie nie wierzą w ich możliwości rozwiązania aktualnych problemów. Z kolei dla ukraińskich polityków społeczeństwo to masa, elektorat, który ich nie lubi, ale i tak będzie „bawić się” z nimi w wybory. Ale i to nie smuci ukraińskich polityków, martwi ich to, że poza granicami państwa też nikogo nie interesują, i bez względu na włożony wysiłek (antyrosyjska polityka i retoryka wewnętrzna i zagraniczna) szanse na odczuwalne wsparcie Zachodu są raczej marne.

 

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Read 540 times