InterAffairs

Śr09202017

Last update09:48:30 AM

RUS ENG FR DE PL ESP PT ZH AR

Font Size

SCREEN

Profile

Layout

Menu Style

Cpanel
piątek, 17 styczeń 2014 16:51

Syria: kto ponosi odpowiedzialność za „obowiązek ochrony”

Written by 
Rate this item
(0 votes)

W polemice twitterowej z Aleksiejem Puszkowem Ambasador USA Michael McFaul zauważył: „Dąży on [Prezydent Obama] do obrony prawa międzynarodowego zabraniającego użycia broni chemicznej”. To stanowisko, naturalnie, jest zgodne z niedawnym przemówieniem Sekretarza Stanu USA Johna Kerry’ego, w którym oświadczył, że podobne zbrodnie przeciw ludzkości nie mogą pozostać bezkarne.

Teza ta w swej istocie jest bezsporna i nikt, właściwie, z nią nie polemizuje. Chodzi o co innego: w jaki sposób, kiedy i na podstawie jakich kryteriów można osądzić i ukarać za takie przestępstwo? To byłoby zbyt łatwe – na każdy z takich czynów odpowiadać tomohawkami i bezpilotowcami. Jeżeli jest to zbrodnia przeciw ludzkości, to właśnie „ludzkość” powinna być sędzią. Ale jeżeli ktoś w imieniu ludzkości prowadzi śledztwo, dokonuje weryfikacji i wykonuje wyrok, który sam wydał w imieniu ludzkości, to jest absurdalne z punktu widzenia prawa i niebezpieczne biorąc pod uwagę samą filozofię takiego podejścia. Przy takiej liczbie protestów, rozsądnych i stanowczych sprzeciwów, nawet ze strony sojuszników, czyjkolwiek czyn „mesjanistyczny” legalizuje nie prawo międzynarodowe, lecz indywidualną lub grupową inkwizycję.

Jak wiadomo, cel nie uświęca środków. I byłoby absurdem bronić interesów prawa międzynarodowego łamiąc to właśnie prawo międzynarodowe, pod którym podpisały się również Stany Zjednoczone. Co prawda, od czasu do czasu daje się słyszeć powoływanie się na to, że przyjęta przez ONZ rezolucja zatytułowana „Obowiązek ochrony” niby daje prawo do wymierzenia podobnych ciosów. Rzeczywiście, ta rezolucja pod numerem 1674 została uchwalona przez Radę Berpieczeństwa ONZ. Ponadto, jej podstawę stanowił dokument jednogłośnie przyjęty przez wszystkie państwa na reprezentatywnym Światowym Szczycie ONZ z 2005 roku. Wraz z humanitarnymi, dyplomatycznymi oraz innymi pokojowymi środkami rezolucja uznaje za możliwe – proszę zwrócić uwagę, jedynie za możliwe – podjęcie zdecydowanych zespołowych akcji („We are prepared to take collective action”). Ale wszystkie te zdecydowane akcje „mające obronić ludność przed ludobójstwem, przestępstwami wojennymi, czystkami etnicznymi i przestępstwami przeciwko ludzkości” mogą być zrealizowane, jak głosi rezolucja, tylko w ramach ONZ.

Trzeba przyznać, że właśnie Stany Zjednoczone znacznie przyczyniły się do wypracowania tej rezolucji. Była Sekretarz Stanu USA Madeleine Albright i Specjalny Wysłannik Prezydenta USA w Sudanie Richard S. Williamson byli współprzewodniczącymi grupy roboczej zajmującej się opracowaniem rezolucji „Obowiązek ochrony”. Specjalnie podkreślili w sprawozdaniu tej grupy roboczej, że wszelkie akcje w ramach tej rezolucji powinny być realizowane „zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, co oznacza, że organem podejmującym ostateczną decyzję jest Rada Bezpieczeństwa”. Ten dokument jest godny uwagi dlatego że, po pierwsze, nie zakłada żadnej automatyczności w podejmowaniu kroków odwetowych, które by się sprowadzały do środków zbrojnych. Po drugie, wyklucza jakiekolwiek kroki indywidualne i zespołowe bez aprobaty Rady Berpieczeństwa, stawiając je poza prawem.

Jak słusznie zauważył brytyjski generał lord Richard Dannatt, nawet wołające o pomstę naruszenie zasad moralnych w trakcie uzycia broni chemicznej „nie jest otwartym zaproszeniem do ingerencji w sprawy wewnętrzne innego kraju”. Przy tym generał, ma się rozumieć, jest zwolennikiem wersji użycia broni chemicznej przez wojska rządowe Asada.

Nawiasem mówiąc, Stany Zjednoczone wcale nie zawsze trzymały się zasady nieuchronności kary w podobnych przypadkach. Gideon Rahman w „Financial Times” przypomina, że Ameryka, która od 1945 roku uważa się za gwaranta globalnego bezpieczeństwa, nigdy nie rozważała możliwości ingerencji zbrojnej w celu zażegnania konfliktu czy położenia kresu każdemu łamaniu praw człowieka. Mianowicie, USA w żaden sposób nie ingerowały w sytuację, kiedy broń chemiczna została użyta podczas wojny irańsko-irackiej.

Jednakże, jest jeszcze jedna norma prawna, wspólna zarówno dla prawa krajowego jak międzynarodowego – domniemanie niewinności. W naszej wirtualnej epoce co najmniej brakuje podstaw, aby ufać zdjęciom wideo i przechwyceniu rozmów telefonicznych. Inscenizacja napaści przebranych w polskie mundury kryminalistów na niemiecką stację radiową odegrała tragiczną rolę w roznieceniu II wojny światowej. Trzeba mocno wierzyć w standardy moralne opozycji, aby wykluczyć możliwe manipulacje i sfałszowania ze strony przeciwników Asada. Ostatnie dane niemieckiego wywiadu kwestionują możliwość podobnych akcji ze strony wojsk rządowych. Poza tym, obserwujemy kompletną plątaninę w ocenie ewentualnych motywów dokonania podobnych akcji przez oficjalny Damaszek. Tu żadne ze służb specjalnych, nawet krajów popierających akcję wojskową, nie są zgodne w opiniach, i wszystkie wersje wydają się nadzwyczaj nielogiczne i sprzeczne.

Naturalnie, rację mają ci, co mówią, że inspekcja ONZ nie da odpowiedzi na główne pytanie: kto używał broni chemicznej w Syrii? „Autorem”, na przykład, może się okazać jedna z podesłanych grup, które przedostają się z obcych krajów, bliskich czy dalekich. Ale jest ważne, że wszystkie argumenty do wyciągnięcia ewentualnych wniosków zostaną ujawnione i, jak się to mówi, „wyłożone na stół”. I wreszcie Rada Bezpieczeństwa będzie mogła przeanalizować przedstawione wnioski komisji, które następnie mogą stać się podstawą rezolucji w sprawie Syrii. Wymierzenie ciosu przed wydaniem opinii przez komisję, bez omówienia wyników jej pracy, będzie ubliżające dla tych ludzi, którzy ryzykowali życie w poszukiwaniu prawdy, i stanie się otwartym wyzwaniem ONZ i prawu międzynarodowemu. Taka decyzja Waszyngtonu, właściwie, potwierdza opinię tych sceptyków, którzy za jego czynami widzą nie chęć obrony moralności i prawa, lecz dążenie do realizacji swoich daleko idących planów geopolitycznych.

 

Amerykańska polityka zagraniczna, w istocie, stoi dziś pod czerwoną linią, którą nakreślił nie Prezydent Obama, lecz nowa „Realpolitik” polegająca na tym, że nikt dziś nie jest w stanie samodzielnie dźwigać „ciężaru białego człowieka” wobec reszty świata. Jeżeli, oczywiście, nie chcemy pogrążyć świata w chaosie. Czasy Kiplinga nieodwracalnie odeszły w przeszłość.

 

Read 729 times