InterAffairs

Cz09212017

Last update09:48:30 AM

RUS ENG FR DE PL ESP PT ZH AR

Font Size

SCREEN

Profile

Layout

Menu Style

Cpanel

W polemice twitterowej z Aleksiejem Puszkowem Ambasador USA Michael McFaul zauważył: „Dąży on [Prezydent Obama] do obrony prawa międzynarodowego zabraniającego użycia broni chemicznej”. To stanowisko, naturalnie, jest zgodne z niedawnym przemówieniem Sekretarza Stanu USA Johna Kerry’ego, w którym oświadczył, że podobne zbrodnie przeciw ludzkości nie mogą pozostać bezkarne.

Teza ta w swej istocie jest bezsporna i nikt, właściwie, z nią nie polemizuje. Chodzi o co innego: w jaki sposób, kiedy i na podstawie jakich kryteriów można osądzić i ukarać za takie przestępstwo? To byłoby zbyt łatwe – na każdy z takich czynów odpowiadać tomohawkami i bezpilotowcami. Jeżeli jest to zbrodnia przeciw ludzkości, to właśnie „ludzkość” powinna być sędzią. Ale jeżeli ktoś w imieniu ludzkości prowadzi śledztwo, dokonuje weryfikacji i wykonuje wyrok, który sam wydał w imieniu ludzkości, to jest absurdalne z punktu widzenia prawa i niebezpieczne biorąc pod uwagę samą filozofię takiego podejścia. Przy takiej liczbie protestów, rozsądnych i stanowczych sprzeciwów, nawet ze strony sojuszników, czyjkolwiek czyn „mesjanistyczny” legalizuje nie prawo międzynarodowe, lecz indywidualną lub grupową inkwizycję.