InterAffairs

Śr09202017

Last update09:48:30 AM

RUS ENG FR DE PL ESP PT ZH AR

Font Size

SCREEN

Profile

Layout

Menu Style

Cpanel
wtorek, 11 luty 2014 19:59

Koniec islamizmu w arabskim świecie?

Written by 
Rate this item
(0 votes)

Na Bliskim Wschodzie panuje trudna sytuacja. W niektórych krajach islamiści są w odwrocie, w innych – stawiają opór.

Istotne znaczenie ma oczywiście sytuacja w Egipcie. Prezydent Muhhamad Mursi został wybrany w czerwcu 2012 r., zdobywając głosy 52% Egipcjan. Przy tym słabo wykształceni oraz analfabeci w całości głosowali na popieranego przez Stowarzyszenie „Bractwo Muzułmańskie” (ABM) Muhhamada Mursiego, zaś elita głosowała przeciwko. Nowo wybrany prezydent poszedł drogą przekształcenia Egiptu w „Republikę Islamską”. Pięciu przedstawicieli Stowarzyszenia „Bractwa Muzułmańskiego” dostało teki ministerialne, ośmiu zostało mianowanych na stanowiska w administracji prezydenckiej, 25 – na stanowiska asystentów gubernatorów, 12 mianowano na stanowiska burmistrzów. Mursi próbował przejąć kontrolę nad władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, a także nad środkami masowej informacji. W listopadzie 2012 roku Mursi orzekł, że sądy nie mogą kwestionować postanowień prezydenta. Za jego rządów w 2012 roku została sformułowana nowa Konstytucja Arabskiej Rebupliki Egiptu, która, między innymi, ogranicza prawa kobiet oraz oświadcza, że kierownictwo Uniwersytetu Al-Azhar, który ma wpływ na procesy polityczne w świecie arabskim, jest „najwyższym i jedynym arbitrem szariatu” i „głównym źródłem prawa”.

Tymczasem liczba Egipcjan żyjących za mniej niż dwa dolary dziennie wzrosła od 2011 do 2012 roku z 40 do 50%. Bezrobocie wśród mieszkańców kraju w wieku poniżej 30 lat osiągnęło 82%. Turystyka stanowiąca 10% produktu krajowego brutto, nie przeżywa najlepszych czasów: w 2010 roku kraj ten otrzymał od swoich gości 13,6 mld dolarów, a od początku tego roku dochody z turystyki wyniosły 4 mld dolarów. Niekorzystna jest również sytuacja Kanału Sueskiego: w pierwszej połowie tego roku w porównaniu z I półroczem 2012 roku przychody z niego spadły o 4%, tj. do 2,4 mld dolarów. Jeśli za rządów obalonego prezydenta Hosniego Mubaraka kraj posiadał 36 mld dolarów rezerw walutowych, to na koniec czerwca 2013 pozostało 15 mld dolarów. Przez ostatni rok ceny konsumpcyjne wzrosły o 8,3%, w tym roku przewiduje się wzrost cen o 8,4%. Roczny wzrost produkcji, wynoszący za czasów Mubaraka 6%, w 2012 roku spadł do 2% rocznie. Mieszkańcy oczywiście zareagowali na tę sytuację. W 2013 roku w kraju odbyło się 1014 strajków oraz 558 demonstracji protestujących przeciwko obniżeniu poziomu życia. Na Półwyspie Synajskim miały miejsce wystąpienia bojowników dżihadu.

Oczywiście Mursi próbował walczyć z trudną sytuacją gospodarczą. Podatek dla najbogatszych Egipcjan został podniesiony z 20 do 25%, wprowadzono opłatę z fuzji i przejęć w wysokości 10%, obciążono podatkami 25 produktów i usług, w tym wino, piwo, tytoń, napoje bezalkoholowe, połączenia z telefonów komórkowych, pojazdy klimatyzowane, olej, armaturę budowlaną, nawozy, pestycydy, zwiększono opłaty za korzystanie z Kanału Sueskiego. Uzyskano pożyczki z Kataru, Arabii Saudyjskiej, Libii i Turcji w wysokości 9 mld dolarów, jednakże pożyczka w wysokości 4,8 mld dolarów od Międzynarodowego Funduszu Walutowego nie została zrealizowana, ponieważ jej warunkiem była rezygnacja rządu Egiptu z dotowania na gospodarke które pochłania 20-25% PKB.

W lecie 2013 roku mieszkancy Egiptu połączyli siły. Przeciwko reżimowi wystąpili biznesmeni i sponsorujący opozycję oligarchowie, wojskowi, policja, służby bezpieczeństwa, zwolennicy reform demokratycznych, oraz partie fundamentalistów Al-Nour i Salaficki Prozelityzm. Wsrod sił opozycyjnych znalazły sie Tammarud (bunt), Front Ocalenia Narodowego, Nowa Partia Wafd, Partia Godności (Al-Karama) i Al-Dostour (Partia Konstytucji).

Początkowo rozpoczęto zbieranie podpisów pod petycją do Mursiego o rezygnację ze stanowiska Prezydenta Egiptu (zebrano w sumie 23-30 mln podpisów). Następnie protestujący zebrali sie na Placu Tahrir oraz na wielu innych placach Kairu i pozostałych miast, rozpoczęły się ataki na biura „Bractwa Muzułmańskiego” i rządzącej partii Wolność i Sprawiedliwość (MSS). Z drugiej strony, uzbrojona milicja islamska SBM zaatakowala protestujących. Wówczas armia zdecydowała się na interwencję. Prezydentowi postawiono ultimatum z żądaniem zażegnania sporu z opozycją w ciągu 48 godzin.

Ponieważ Prezydent Egiptu odmówił jego spełnienia, 3 lipca 2013 r. siły zbrojne wspierane przez służby policyjne i wywiadowcze, przez Wielkiego Muftiego, patriarchę Kościoła koptyjskiego i kierownictwo Trybunału Konstytucyjnego, dokonały obalenia reżimu. Aresztowano Mursiego oraz 300 przywódców Ikhwan, przewodniczącego Partii Wolności i Sprawiedliwości Saada al – Katatni oraz przejęto budynki telewizyjne, wstrzymując nadawanie islamskich programów. Jednocześnie obalonemu Prezydentowi pozwolono na spotkanie z Wysokim Przedstawicielem UE do Spraw Zagranicznych i Polityki Bezpieczeństwa Catherine Ashton oraz przewodniczącym delegacji Unii Afrykańskiej Alpha Oumarem Konare. Do władz egipskich zwrócił się również o spotkanie z Mursim Minister Spraw Zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle, ale jego prośba została odrzucona. Z kolei Ministrowie Spraw Zagranicznych Kataru Khaled al-Attiyah oraz ZEA Abdullah bin Zayed, podsekretarz stanu USA William Burns, Specjalny Przedstawiciel UE do południowego regionu Morza Śródziemnego Bernardino Leon dostali pozwolenie na spotkanie z Chajratem asz-Szatirem – jednym z przywódców SBM, a Burnsowi pozwolono spotkać się z Saadem al – Katatni.

Obecnie Mursiemu postawiono zarzuty zdrady państwa, szpiegostwa, współpracy z palestyńskim islamskim Ruchem Oporu oraz o nielegalne wyjscie z więzienia na początku 2012 roku, natomiast Mohammedowi Badi jako Najwyższemu Przodownikowi (zaocznie, ponieważ sie ukrywa), Chajratowi asz-Szatirowi, Rashidowi Bayoumi, głowie Kancelarii Prezydenta Egiptu Ahmedowi Abdel Aty i Doradcy Prezydenta ds. Bezpieczeństwa Narodowego Essamowi el-Haddadowi zarzuca się morderstwo, podżeganie do mordowania pokojowych demonstrantów, ich przymusowe zatrzymywanie i torturowanie oraz nielegalne posiadanie broni i materiałów wybuchowych. Milicja Ikhwan zmieszała się z protestującymi Braćmi, odpowiadając na wszystkie te działania próbą uwolnienia aresztowanej głowy państwa. W wyniku ataku zginęły 34 osoby, a 200 napastników zostało aresztowanych. Z kolei Al-Gama'a al-Islamiyya poparła SBM, podkreślając, że jeśli Mursi nie zostanie uwolniony, powróci na ścieżkę terroru.

Decyzją Najwyzszej Rady Sił Zbrojnych tymczasowym prezydentem został mianowany Szef Trybunału Konstytucyjnego Adly Mansour. Rada Najwyzsza Sił Zbrojnych obiecała zmienić Konstytucję, doprowadzić do referendum konstytucyjnego i przeprowadzić wybory w styczniu/lutym 2014. W Kairze wojskowych poparło ponad 30 mln osób. Zwolennicy SBM próbowali na placach przy meczecie Rabaa al-Adawija oraz przy Uniwersytecie Kairskim zorganizować manifestacje islamistów, w innych miastach odbywały się protesty Braci Muzułmańskich, które zostały rozpędzone przez wojsko. Następnie SBM próbowało zorganizować demonstracje, które również były tłumione przez siły zbrojne. Tymczasem na Synaju zaktywizował się ruch dżihadu. Zreszta sytuacja nie sprzyja Ikhwan, i jest mało prawdopodobne, że uda im sie rozpętać wojnę na wzór wojny w Syrii.

Reakcja na wydarzenie wśród władz państw zachodnich była niejednoznaczna: nikt z partyjnej elity zachodniej nie uważa wydarzeń w Egipcie za zamach stanu. Co prawda Prezydent Obama, stwierdzając, że „Amerykanie są głęboko zaniepokojeni w związku z decyzją wojskowych o zawieszeniu Konstytucji”, zatrzymał dostawy do Egiptu samolotów F-16 oraz odwołał amerykańsko-egipskie manewry „Bright Start”, ale jednocześnie podkreślił, że jesli chodzi o Egipt, to „długoterminowe partnerstwo jest oparte na wspólnych interesach i wartościach”. K. Ashton oraz ministrowie spraw zagranicznych Francji i Niemiec i L. Fabius oraz G. Westerwelle zażądali uwolnienia Mursiego (jest raczej mało prawdopodobne, że władze egipskie się na to zgodzą, zważywszy na to, że obalony prezydent nadal nalega na powrót do władzy).

Reakcja w świecie arabskim pokazuje, że kraje te popierają wszystko, co wydarzyło się w Egipcie. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Kuwejt przekazały Egiptowi 12 mld dolarów, Libia postanowila dostarczać Egiptowi 1 mln baryłek ropy miesięcznie, a Jordania zadeklarowała solidarność z władzami w Kairze. Prezydent Baszar al-Assad podkreślił, że wydarzenia w Egipcie oznaczają „upadek tzw. politycznego islamu”.

Z kolei Turcja wypowiedziała się przeciwko nowym władzom Egiptu. Ankara skrytykowała działania armii egipskiej, zawiesiła 27 dokumentów podpisanych w czasie wizyty Premiera Erdogana w Kairze w 2012 roku, w tym przerwano dostawy dziesięciu samolotów bezzałogowych do Egiptu i odwołano manewry wojskowe, zlikwidowano połączenie morskie pomiędzy Iskenderun (Alexandretta) i Port Saidem, a także odmówiono wysłania mianowanego na początku lipca ambasadora do Kairu. Ponadto Rada Pokoju i Bezpieczeństwa Unii Afrykańskiej (UA), 05 lipca 2013 roku podjęła decyzję o zamrożeniu członkostwa Egiptu, ponieważ zmiana władzy w Kairze odbyła się niezgodnie z konstytucją. Tym nie mniej, delegacja Unii Afrykańskiej na czele z A. Konare przebywająca w Egipcie pod koniec lipca – na początku sierpnia stwierdziła, że zamach stanu nie miał miejsca.

Armia ustaliła termin wyborów na początek 2014 r., co było gestem przemyślanym. Chodzi tutaj nie tylko o to, że konieczna jest zmiana i zatwierdzenie konstytucji, a następnie przeprowadzenie nowych wyborów prezydenckich i parlamentarnych, ale również o to, że wojsko potrzebuje czasu, aby zapobiec wystąpieniom Bractwa Muzułmańskiego, a co najważniejsze – przeprowadzić reformy, dające nadzieję na przyszłość. Jeśli nie będzie ono w stanie tego zrobić, to w przyszłości istnieje niebezpieczeństwo podziału sił przeciwnych islamistom oraz odrodzenie autorytetu Bractwa Muzułmańskiego.

Jeżeli chodzi o Syrię, to rebelianci, których liczba wynosi 100 tysięcy osób, utrzymują znaczną część prowincji Idlib, Aleppo, Latakii i Deir al-Zor i częściowo Guta, oraz tereny w pobliżu granicy Turcji i Jordanii. Pozostały teren znajduje się na ogół pod kontrolą sił rządowych. Niedawne zdobycie przez syryjską armię miasta Al-Quseir, bronionego przez żołnierzy z Brygady Al-Farouk, oraz miasta Homs miało wielkie znaczenie strategiczne dla reżimu syryjskiego, gdyż powstało przekonanie że będzie on w stanie wygrać wojnę. Po stronie rządowej występuje Hezbollah oraz, według doniesień prasowych, irackie grupy szyickie, zaś doradcy irańscy konsultują siły rządowe.

W posiadaniu rebeliantów oprócz broni ręcznej znajdują się pojazdy opancerzone, artyleria, rakiety przeciwpancerne, moździerze, działa przeciwlotnicze, kamizelki kuloodporne oraz wieloprowadnicowe wyrzutnie rakiet niekierowanych, w które zaopatrują ich arabskie i brytyjskie służby wywiadowcze.

Opozycja jest podzielona na wewnętrzną i zewnętrzną, podział ten jest zresztą umowny. Wewnętrzni przeciwnicy występują przeciwko reżimowi prezydenta Baszara al-Assada, ale nie biorą udziału w działaniach wojennych. Opozycja zewnętrzna uczestniczy w powstaniu. Po jej stronie walczy Wolna Armia Syrii (WAS). Oprócz tego istnieją Salafici. Ich największą organizacją jest jest Dżabhat an-Nusra. Po stronie bojowników uczestniczą w walkach Saudyjczycy (4 tysięcy osób), Jordańczycy (500 bojowników), Irakijczycy, Libijczycy, Libańczycy, Palestyńczycy, Tunezyjczycy, Amerykanie, Kanadyjczycy, Europejczycy i Rosjanie (ich liczba przekracza 200).

Zwolennicy fundamentalizmu występują tak przeciwko siłom rządowym, jak i przeciw sekularystycznym przeciwnikom reżimu. Według Szefa komisji śledczej ONZ badającej doniesienia o zbrodniach wojennych w Syrii Paolo Pinheiro, znikoma części opozycji walczy o przekształcenie SRA w republikę demokratyczną, natomiast większość dąży do przekształcenia kraju w państwo teokratyczne.

Poważną klęską powstańców stały się starcia z oddziałami kurdyjskimi, które odparły ataki rebeliantów. W odpowiedzi oddziały związane z Al-Kaidą, Dżabhat an-Nusra oraz Islamskiego Państwa w Iraku i Lewancie wzięły za zakładników mieszkańców dwóch syryjskich wsi Tell Arran oraz Tell-Hasil, z których 450 zostało straconych.

Na Zachodzie ciągle krążą pogłoski, że w Syrii rzekomo stosowano broń chemiczną. Opozycja obarcza winą rząd, a reżim syryjski – rebeliantów. Assad powiedział, że „jej stosowanie oznacza zagładę tysięcy i dziesiątek tysięcy w ciągu kilku minut. I kto mógłby to ukryć?”. W Turcji znaleziono należący do bojowników organizacji Salafitów Dżabhat an-Nusra samochód z sarinem. Niemniej jednak Stany Zjednoczone, jak stwierdził 13 lipca 2013 zastępca głównego doradcy Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego Ben Rhodes, doszły do wniosku, że stosowanie chemicznych środków bojowych (CWA) przez reżim miało miejsce i postanowiły rozpocząć dostawy broni WAS (w której główną rolę odgrywają Bracia Muzułmańscy). Ostateczną decyzję o rozpoczęciu ostrzału Syrii rakietami Obama postanowił skonsultować z Kongresem. Jego stanowisko spowodowane jest faktem, że większość Amerykanów (48%) występuje przeciwko użyciu siły w SRA podczas gdy mniejszość (29% ) podziela zdanie Prezydenta. Jednocześci Rhodes ogłosił, że nad Syrią nie zostanie wprowadzona strefa zakazu lotów. W związku z tym przypomina się, że inwazja na Irak w 2003 roku została rozpoczęta po tym, jak USA ogłosiły, że mają oczywiste dowody na to, iż Bagdad posiada broń masowego rażenia (BMR). Jak wiadomo, później cały świat przekonał się, że Irak nie posiadał broni masowego rażenia. Niemniej jednak, Francja oświadczyła, że zastosowanie broni masowego rażenia przez rząd SRA miało miejsce. Francuzi ogłosili, że mają zamiar dostarczać broń WAS.

Jest to najwyraźniej związane z dążeniem firmy TOTAL do ustanowienia kontroli nad gazociągiem przechodzącym przez SRA z Iraku do Morza Śródziemnego. Pogląd ten podzielają Kanada i Australia, a także Wielka Brytania, mimo że nie wezmą udziału w amerykańskiej ofensywie. Rosja posiada informacje, że broń chemiczna w Syrii była stosowana przez rebeliantów i informacje te zostały przekazane ONZ przez stronę rosyjską.

Ze drugiej strony dziennikarze rosyjscy po wizycie w SRA przekazali Sekretariatowi ONZ materiały wideo, udowadniające, że bojownicy stosowali broń chemiczną. Członkini misji technicznej ekspertów ONZ do zbadania zarzutów dotyczących użycia broni chemicznej w Syrii Carla Del Ponte podkreśliła, że zebrane materiały wskazują na wykorzystanie przez rebeliantów broni chemicznej. Pod koniec września 2013 r. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow przekazał sekretarzowi stanu USA Johnowi Kerryemu dokument potwierdzający, że 21 sierpnia tego roku na przedmieściach Damaszku rebelianci użyli broni chemicznej.

9 września 2013 Siergiej Ławrow zaproponował przekazanie broni chemicznej SRA pod kontrolę międzynarodową, o ile pozwoli to uniknąć uderzenia na Syrię. 10 września syryjski minister spraw zagranicznych Walid Moallem ogłosił, że jego kraj przystąpi do Konwencji o zakazie broni chemicznej i zamierza zniszczyć jej zapasy. 10 października 2013, Barack Obama zaproponował członkom Kongresu odroczenie głosowania (odbyło się ono w dniu 11 października) w sprawie rezolucji pozwalającej na użycie sił zbrojnych przeciwko Syrii. We wrześniu tego roku w wyniku rozmów Siergieja Ławrowa i Johna Kerryego osiągnięto porozumienie w sprawie zniszczenia syryjskiej broni chemicznej. Równolegle Rada Bezpieczeństwa przyjęła 27 września 2013 rezolucję 2118, która dotyczy zapewnienia wsparcia dla zniszczenia syryjskiej broni chemicznej. Jednocześnie w decyzji mówi się również o dopuszczalności podjęcia środków na podstawie rozdziału VII Karty Narodów Zjednoczonych, jeżeli któraś ze stron użyje broni chemicznej, jednak wprowadzenie takich środków wymagałoby nowej rezolucji Rady Bezpieczeństwa. W ten sposób, z powodu działań podjętych przez rosyjską dyplomację, udało się odłożyć – lub zapobiec – uderzeniu Stanów Zjednoczonych na SRA.

Liga Arabska zawiesiła członkostwo Syrii, nałożyła sankcje przeciwko Syrii i zezwoliła państwom członkowskim udzielać pomocy wojskowej rebeliantom. Katar, Arabia Saudyjska, Libia, Jordania, sunniccy powstańcy z Libanu oraz Turcja dostarczają broń opozycji. Jednakże o ile Turcja ogłosiła, że zamierza wziąć udział w ataku na SRA, a Królestwo Arabii Saudyjskiej (KSA) stwierdziło, że popiera zamiar Amerykanów uderzenia na Syrię, to planowanemu atakowi sprzeciwiły się Irak, Jordania, Egipt, Algieria i Maroko. Unia Europejska nałożyła sankcje oraz nie przedłużyła embarga na broń dla rebeliantów, jednakże zaleciła, aby kraje członkowskie nie dostarczały im broni.

Anulowania embarga domaga się Anglia (która już dostarcza nieuzbrojone pojazdy opancerzone i kamizelki kuloodporne), Francja podjęła decyzję o zniesieniu zakazu dostawy broni, podczas gdy Niemcy występują przeciwko dostawom broni dla rebeliantów.

Izrael deklaruje swoją neutralną pozycję, ale jego samoloty w ciągu ostatniego roku trzy razy zbombardowały Syrię. W tym samym czasie izraelska prasa poinformowała, że atakowana jest broń, przeznaczona dla „Hezbollahu” – rakiety „ziemia-ziemia”, Fateh 110 i SCUD, broń chemiczna, rosyjskie rakiety przeciw okrętom „Yakhont”, rakiety przeciwlotnicze SA-17. Jednocześnie nie może nie zdziwić fakt, że zwolennicy organizacji szyickiej w tak krótkim czasie nauczyli się korzystać z tak skomplikowanych rodzajów broni.

Niestabilna sytuacja panująca od początku powstania na Wzgórzach Golan zmusiła do ewakuacji japońskich, chorwackich i austriackich żołnierzy z Sił Rozdzielająco-Obserwacyjnych Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNDOF). Najbardziej dotkliwym ciosem była decyzja w sprawie wycofania wojsk austriackich, 380 osób z 1250 żołnierzy UNDOF. Jednak obecnie sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon uzgodnił, że Austriacy będą zastąpieni przez kontyngenty z innych krajów.

Poważny problem stanowią syryjscy uchodźcy, których liczba, według danych ONZ, wynosi 2 mln osób. W Jordanii jest 550 tysięcy Syryjczyków, w Turcji – 300-450 tysięcy, w Libanie – 300-500 tysięcy, przy czym obecnych jest tu już 500 tysięcy legalnych imigrantów z Syrii. W ostatnim czasie z Syrii do irackiego Kurdystanu przenieśli się Kurdowie.

Większa część społeczności międzynarodowej upatruje możliwości politycznego uregulowania w SRA w zwołaniu konferencji międzynarodowej. Jednak jej zorganizowanie napotyka przeszkody. Reżim zgodził się na zwołanie konferencji, ale Assad w swoim wystąpieniu stwierdził, że Syryjczycy będą mieli do czynienia tylko z tymi, którzy nie dopuścili się krwawych zbrodni. Przeciwnicy zewnętrzni warunkowali swoją zgodę rezygnacją Assada i zakończeniem ofensywy sił rządowych, później jednak zgodzili się na udział w konferencji pod warunkiem, że zostaną na niej omówione sposoby usunięcia syryjskiego prezydenta.

Odrębną kwestią jest zaproszenie Iranu i Arabii Saudyjskiej – Stany Zjednoczone i kraje Europy Zachodniej nie zgadzają się z propozycją Rosji dopuszczenia do udziału w konferencji Teheranu. Waszyngton uważa, że celem zwołania konferencji jest odejście syryjskiego prezydenta od władzy i utworzenie rządu koalicyjnego. Z perspektywy Moskwy, strony powinny osiągnąc porozumienie samodzielnie, bez ingerencji z zewnątrz. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Federacji Rosyjskiej przy tym ostrzega, że mimo odniesionych zwycięstw system nie powinien spodziewać się zakończenia wojny w rozsądnym terminie. Na początku października 2013 r. Siergiej Ławrow i John Kerry zadeklarowali, że mają nadzieję na zwołanie konferencji w drugiej połowie listopada tego roku.

Jak poinformowała 16 maja 2013 bejrucka stacja telewizyjna Al-Manar odwołując się do amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej, gdyby wybory odbyły się dziś, 75% syryjskich wyborców głosowało by na Assada. Z tego punktu widzenia – jeśli sytuacja się nie zmieni – opozycja wcześniej czy później zostanie stłumiona. Tym niemniej, pozostają czynniki zewnętrzne. Po pierwsze, przerzucenie do Syrii dodatkowych wojsk islamskich ochotników. Po drugie, dostawy broni dla rebeliantów ze Stanów, państw europejskich, jak również z krajów Bliskiego i Środkowego Wschodu. Można do tego dodać, że nie jest wykluczone wprowadzenie strefy zakazu lotów przez kraje członkowskie UE. Na tej podstawie trudno przewidzieć, jak będą się rozwijać wydarzenia. Zwłaszcza biorąc pod uwagę przykład Libii, gdzie, pomimo poparcia większości mieszkańców dla przywódcy rewolucji libijskiej Muammara Kadafiego, otwarta pomoc dla rebeliantów z Zachodu i krajów arabskich doprowadziła do upadku reżimu.

Sytuacja w Tunezji również jest niespokojna. W lutym i lipcu 2013 w związku z zabójstwem lidera Partii Zjednoczonych Patriotów-Demokratów Szokriego Belaida oraz przywódcy Ruchu Ludowego Mohameda Brahmiego w kraju rozpoczęły się manifestacje. W stolicy i w innych miastach na ulicy wyszły tysiące osób domagających się odsunięcia od władzy ruchu Annahda (Odrodzenie). Do protestujących dołączył liczący 600 tysięcy członków Związek Zawodowy UGTT. W mieście Tunis rozwścieczony tłum podpalił siedzibę partii rządowej, w niektórych miejscowościach zorganizowano pogromy biur Annahda. Ze swojej strony gangi islamistów zaczęły organizować kontrdemonstracje oraz starcia z opozycją. W tym samym czasie w pobliżu granicy tunezyjsko-algierskiej uaktywnili się fundamentalistyczni bojownicy, w wyniku czego obszary przygraniczne w strefie Kasserine zostały zamknięte.

W związku z tym rząd zdecydował się na samorozwiązanie. Premier i sekretarz generalny Partii Odrodzenia Hamadi Dżebali podał się do dymisji, a tworzenie nowego rządu powierzono Ministrowi Spraw Wewnętrznych, Zastępcy Sekretarza Generalnego Partii Odrodzenia Aliemu Larajedhowi, którego tysiące protestujących wzywały do dymisji, ponieważ nie powstrzymał zabójstwa Szokriego Belaida. W nowym rządzie Annahda ma 28% miejsc, podczas gdy w starym gabinecie miała 40% miejsc. Bezpartyjni ministrowie otrzymali 48% stanowisk w gabinecie. Niezależnymi są ministrowie spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych i sprawiedliwości. Ruch Odrodzenia poszedł na ustępstwa, jednak wystąpienia trwały nadal. 07 sierpnia 2013 przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Mustafa Ben Dżafar podjął decyzję o jego zamknięciu a później rząd podał się do dymisji.

Tunezja ma przed sobą trudne zadania. W 2012 wydano tylko połowę środków budżetowych przeznaczonych na tworzenie nowych miejsc pracy. Obecnie ilość bezrobotnych wynosi 700 tysięcy osób, co stanowi 18% aktywnych mieszkańców, w porównaniu z 13 % w 2010 roku, przy czym w niektórych obszarach stopa bezrobocia sięga 50%. Upadek turystyki odbija się na 30% pracowników. Dochód z turystów zagranicznych przynosił do 50 % wpływów do budżetów lokalnych. W 2011 r. gospodarka Tunezji po raz pierwszy od 1986 roku skurczyła się o 1,8%. Deficyt budżetowy wyniósł w ubiegłym roku 7,2% PKB w porównaniu z 2,6% w 2010 roku. Rezerwy walutowe wyniosły 7,5% PKB, co pozwoliło na opłacenie importu przez okres trzech miesięcy. Inflacja, według różnych źródeł, osiągnęła pod koniec roku od 5,5 do 10%. W rezultacie, agencja „Standard & Poor's” obniżyła rating Tunezji do „BB – 1”.

W wyniku tego popularność rządu spadła. 92% Tunezyjczyków uważa, że w centrum uwagi powinny się znaleźć kwestie gospodarcze, a 78% uważa, że w okresie rządów Annahda sytuacja gospodarcza się nie poprawiła. Ludność sądzi, że nie tylko kręgi biznesowe, ale również i rząd nie poświęcają wystarczającej uwagi sytuacji w dziedzinie zatrudnienia.

Recz nie ogranicza się jednak wyłącznie do gospodarki. Tunezyjczycy twierdzą, że Ruch Odrodzenia nawiązał kontakty z tunezyjskim sektorem prywatnym i ucieka się do tłumienia demonstracji. Islamskiej Partii Wyzwolenia (Hizb at-Tahrir) udało się zebrać przed budynkiem Zgromadzenia Narodowego 2500 demonstrantów, którzy domagali się ustanowienia szariatu i kalifatu. Wystąpienia ekstremistów latem 2012 zmusiły władze do wprowadzenia na kilka dni godziny policyjnej w stolicy, a 4 września ubiegłego roku Salafici zaatakowali ambasadę USA. Wiele ruchów związkowych i opozycyjnych oskarża ugrupowania islamistyczne o ataki na ich siedziby i działaczy. Mimowolnie nasuwa się pytanie, czy Salafici zdominują życie w Tunezji, czy kraj nie zostanie przekształcony w bazę do szkolenia bojowników dla zagranicy.

Pierwszym powodem obniżenia rankingu inwestycji, według „Standard & Poor's”, jest niestabilność polityczna. Jedni boją się, obniżenia poziomu życia pod rządami imamów, inni obawiają się represji w przypadku zwycięstwa opozycji, ale obawa istnieje również w innej płaszczyźnie. Przecież Ruch Odrodzenia nie jest partią jednolitą, niektórzy członkowie Annahdy są zwolennikami pragmatycznego podejścia do zaistniałej sytuacji, podczas gdy inni nalegają na stosowaniu prawa islamskiego.

Wybory pokażą, która ze stron posiada największy wpływ. Ale kiedy będą one miały miejsce? Niektóre strony domagają się przełożenia głosowania na jesień tego roku.

I jeszcze jedno. W kraju pełno jest bojówkarzy i magazynów z bronią, której składy są znajdowane regularnie. I nie jest wykluczone, ze część Ruchu Odrodzenia, zbliżona do bojówkarzy, oraz przedstawiciele Salafitów – jeżeli warunki wyborów nie będą im odpowiadać – chwyci za broń. Jednak promyk nadziei przyniósł fakt zgody Ruchu Odrodzenia na żądanie opozycji dotyczące utworzenia rządu technokratów.

23 października 2011 oficjalnie zakończyła się wojna w Libii. Dzięki atakom lotniczym Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego oraz zbrojnym działaniom rebeliantów, wspieranych przez wojska innych krajów po ośmiu miesiącach oporu Kadafi został obalony. W walce przeciw reżimowi połączyli się Salafici Libijskiej Islamskiej Grupy Walczącej (LIFG), czołówka plemion Cyrenajki, niezadowoleni członkowie burżuazji, którzy stracili swoje wpływy na rzecz Amerykanów w turystyce, usługach, branży naftowej, budownictwie, medycynie, a także młodzież i nowoczesna klasa średnia. Niezadowolenie wywołało również zwolnienie 400 tysięcy z 1 mln pracowników państwowych (otrzymali oni jednak odszkodowania w wysokości 200 dolarów miesięcznie przez trzy lata) .

Należy również zwrócić uwagę na bezrobocie, choć reżim nie jest za nie odpowiedzialny. W Dżamahirijji na przykład oferowano setki działek z wybudowanymi domami do wydzierżawienia, a na wybrzeżu zbudowano dziesiątki zakładów przetwórstwa rybnego. Jednak żaden z Libijczyków nie chciał zajmować się rolnictwem, ani rybołówstwem. Mieszkańcy utrzymywali się z pieniędzy otrzymanych ze sprzedaży ropy naftowej, podczas gdy na źródłach węglowodorów pracowali zagraniczni eksperci.

Reżim Kadafiego został obalony kosztem śmierci 25 tysięcy osób i 50 tysięcy rannych, co łącznie wynosi 1,1% ludności tego kraju. W Libii wciąż dokonywane są zabójstwa aktywistów, prawników i urzędników. Władza nie trafiła w ręce sił napędowych „arabskiego buntu”. Ani czołówka plemion Cyrenajki, ani Salafici, ani burżuazja, ani bojownicy z Zlitena i innych miast, władzy ostatecznie nie otrzymali. Władza ta przeszła do Trypolitańczyków i przybyłych z zagranicy imigrantów.

Obecnie sytuacja w Libii wygląda następująco. W sierpniu 2012 roku Krajowa Rada Tymczasowa (NTC) przekazała władzę wybranemu parlamentowi – Powszechnemu Kongresowi Narodowemu. Dochody z ropy idą na konto nowych władz. W niektóre rejony wprowadzono wojska nowego systemu. Ale to wszystko, co udało się osiągnąć rządowi.

Rząd tymczasowy Libii wyznaczył termin złożenia broni – 20 grudnia 2012 roku. Jednak mieszkańcy się nie podporządkowali się. Kilkadziesiąt zbrojnych grup wypełniło Trypolis, Bengazi, Syrtę i inne duże miasta, starcia pomiędzy nimi wciąż trwają. 28 lutego 2013 „rewolucjoniści” otoczyli budynek MSZ oraz MSW i zażądali dymisji urzędników związanych z reżimem Kadafiego. W rejonie Kufry i Sabha miały miejsce walki pomiędzy ludnością arabską a Tubu. Na południu kraju trwają wciąż represje wobec Tuaregów. Zintański oddział z powodu swoich ambicji utracił względy obecnego kierownictwa, a przy okazji wywołał serię starć z Libijskim Ruchem Islamskim (LIM – tak po zwycięstwie nazywa się LIFG). Niemal całkowicie zniszczono Syrtę, Bani Walid, Tavergę, których mieszkańców poddano czystkom etnicznym, ponieważ wspierali Kaddafiego. W Trypolisie i innych miastach w nocy panują zorganizowane grupy przestępcze, dlatego mieszkańcy boją się wychodzić na ulice.

W Libii, gdzie większa część mieszkańców Trypolitanii i Fezzan wspierała Kaddafiego, nadal trwa opór wobec władzy. Przez kilka dni zielona flaga byłego reżimu powiewała podniesiona nad miastem Bani Walid, z miasta zostały wygnane okupujące go oddziały ochotnicze plemion. Trwa opór zwolenników Dżamachiriji. Jako przykład można przytoczyć Sabha, gdzie 12 kwietnia 2013 została zaatakowana brygada wojsk rządowych. 11 września 2012 w Bengazi zostało zabitych czterech Amerykanów, w tym ambasador Chris Stevens. Po tym Benghazi opuścili przedstawiciele kilku krajów. 23 kwietnia 2013 w Trypolisie przed Ambasadą Francji został wysadzony w powietrze samochód. Dwóch francuskich ochroniarzy zostało rannych. Na początku października 2013 dokonano ataku na ambasadę Federacji Rosyjskiej, po czym jej pracownicy zostali ewakuowani.

Więzienia, z których dzięki wysiłkom „brygad rewolucyjnych” uwolniono więźniów byłego reżimu (w tym również i przestępców), zostały ponownie wypełnione przez 7000 nowych dysydentów. Saifa Al-Islam Gaddafiego trzymają w Zinten, nie zamierzając go wydać ani Trypolisowi ani Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu. W Libii trafili do więzienia dwaj obywatele rosyjscy A.I.Szadrow oraz W.W.Dolgov, 19 Ukraińców i trzech Białorusinów oskarżonych o naprawę sprzętu należącego do dawnego reżimu.

Salafici atakują chrześcijan. W szczególności w Trypolisie zostały zniszczone dwa kościoły, jeden w Bengazi i jeden w Misracie, około 15 osób zostało aresztowanych pod zarzutem prozelityzmu, a wśród demonstrantów 50 osób zostało zatrzymanych. Zabito dwóch Egipskich chrześcijan. Świątynia grecka w Trypolisie została zamknięta, charytatywne misje katolickie zostały zmuszone do opuszczenia kraju. Co więcej, ze 100 tysięcy chrześcijan w Libii pozostało tylko kilka tysięcy osób. Rosyjska Cerkiew Prawosławna wydała oświadczenie wyrażające zaniepokojenie gwałtownym wzrostem napięcia religijnego oraz zdumienie chłodną reakcją społeczności międzynarodowej wobec dyskryminacji chrześcijan w Libii.

Sytuację w kraju pogarsza ciężka sytuacja gospodarcza. Zamienione w gruzy miasta i wsie wymagają dziesięciu lat odbudowy i 10 dolarów mld euro. Reżimowi brakuje pieniędzy. Pytanie brzmi, gdzie tak naprawdę znajdują się 250 miliardów dolarów, które Libijczycy zarobili ze sprzedaży ropy i które zostały „zamrożone” w zachodnich bankach?

Inną cechą charakterystyczną jest to, że w nowym rządzie libijskim nie pojawiła się ani jedna znacząca postać. Członkowie Rady Rewolucyjnej Wielkiej Arabskiej Libijskiej Dżamahirijji Ludowo-Socjalistycznej Abdessalam Jalloud, Mustafa al-Harrbi, El-Khweldi El-Hamedi, którzy przeszli na stronę rządu, pozostali w stanie spoczynku. Również wśród nowych liderów nie ma nikogo, kto chociaż trochę mógłby się równać z Kadafim.

W zakresie polityki zagranicznej – szef LIM, lider partii al-Watan Abdelhakim Belhadż dostarcza broń rebeliantom w Syrii, co jest naruszeniem antylibijskich sankcji nałożonych przez Radę Bezpieczeństwa. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow 28 czerwca 2013 zwrócił uwagę na ten fakt, żądając, aby Komitet Rady Bezpieczeństwa w sprawie sankcji wobec Libii zajął się tymi informacjami. Niestety podjęcie działań w tej sprawie opóźnia się.

Tak więc przyszłość kraju pozostaje niejasna. Libia „somalizuje się” (staje się podobna do Somalii). W przyszłości rozwój wydarzeń zależy od tego, czy władze będą w stanie rozbroić plemiona. Szanse na to są minimalne. W związku z tym pozostaje następny krok: władza urzędująca w Trypolisie powinna prowadzić politykę, która spełni oczekiwania większości mieszkańców kraju. Jednakże w Libii, gdzie rywalizują 130 plemiona, wydaje się to mało prawdopodobne.

Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja w świecie arabskim jest na razie niejednoznaczna. Jasne jest jednak, że coraz więcej osób opowiada się przeciwko islamizmowi. Jednak zwolennicy umiarkowanego islamu jak i organizacje salafickie powinny skoncentrować się na poprawie sytuacji gospodarczej. Jeśli poniosą porażkę, ludzie mogą znów wrócić do islamistów. I nie należy zapominać, że nowoczesny islam istnieje od końca XIX wieku i pozbycie się go jest wyzwaniem.

 

Osobną kwestią jest pytanie o rolę Stanów Zjednoczonych. O ogłoszonej demokratyzacji w żaden sposób nie świadczą obalenia prozachodnich reżimów w Egipcie, Libii, Tunezji i Syrii. Chcąc nie chcąc, można odnieść wrażenie, że głównym celem USA jest stworzenie atmosfery chaosu na Bliskim Wschodzie, po to, by wyrządzić szkody polityce Chin, Japonii, Indii i Korei Południowej, a także głównych mocarstw europejskich w regionie. Oczywiście, polityka ta będzie miała wpływ również na Rosję. Jednocześnie ta dyplomacja jest niebezpieczna i dla samego Waszyngtonu, ponieważ nie jest w on stanie kontrolować salafizmu. Nie powinniśmy zapominać że bezmyślne poparcie Al-Kaidy przeciw rządowi DRA i armii radzieckiej w Afganistanie doprowadziło ostatecznie do ataku terrorystycznego na Stany Zjednoczone.

 

Read 7394 times
Aleksiej Podcerob

Główny pracownik naukowy Centrum Arabistyki oraz Islamistyki Instytutu Studiów Wschodnich Rosyjskiej Akademii Nauk. Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny